![]() |
|
Wiara
Praktyczna Spis Treści 1 Wstęp 1 Wstęp Matka Teresa z Kalkuty to niewątpliwie wielka postać XX wieku. Jej wielkość i wyjątkowość została wielokrotnie potwierdzona przez bardzo zróżnicowane i nieraz przeciwne sobie organizacje, mass media, Kościół. Niektórzy okrzyknęli ją wielką, nie wiedząc zbyt dokładnie na czym ta wielkość polega. A jest to bardzo ważne pytanie: na czym polega jej wielkość? Czy jest to wielkość uniwersalna, którą można łatwo skopiować i stać się podobnie wielkim? Czy jest w przesłaniu z Kalkuty coś co dałoby się zmodyfikować i dostosować do mojego własnego życia? Podczas proponowanych rekolekcji będziemy mieli okazję odpowiedzieć na te i podobne pytania. Proponujemy serię rozważań opartą na biografii i wypowiedziach Matki Teresy. Teksty źródłowe, pochodzące z biografii Matki Teresy pod tytułem Prosta Droga, poszerzone są o krótkie przemyślenia i propozycje ćwiczeń. Wybrane teksty wydają się w szczególnie celowy sposób odzwierciedlać życie i filozofię Matki Teresy. Refleksja nad nimi prowadzi do zadziwienia a niejednokrotnie gwałtownego bunty przeciw wyłaniającym się treściom. Nade wszystko jednak lektura ta prowadzi nas do zadania sobie pytanie o sens i formę naszego własnego życia. Zastanowimy się nad sposobem rozumienia Ewangelii przez Matkę Teresę i nad jej podejściem do drugiego człowieka. Zgodnie ze stylem życia Matki Teresy nie będziemy odpowiadać na nurtujące nas pytania w zaciszu wypięlegnowanego kącika filozoficznego lecz w samym sercu życia: w moim własnym życiu. Postaramy się odnaleźć w naszej codzienności takie sytuacje, które pozwolą na dogłębne zrozumienie przesłania Matki Teresy. Przede wszystkim postaramy się odnieść myśli Matki Teresy do współmałżonka i rodziny. Życie Matki Teresy przebiagało wśród skrajnie biednych i odrzuconych. Starała się ona bezgranicznie kochać i służyć właśnie tym, z którymi spędzała cały swój czas. Nasze życie rzadko kieruje nas do takiej grupy. Ale tu gdzie żyjemy na codzień winniśmy świadczyć o naszej wierze i służyć w miłosnym zpomnieniu o samym sobie. Szkołę miłości musimy zacząć od ćwiczeń nas samych i naszej rodziny a stąd nieść miłość innym. Byłoby wszak istną hipokryzją gdybyśmy nieśli miłość obcym i dalekim w tym samy czasie krzywdząc i wyzyskując osoby nam najbliższe. Zresztą tak jak nie można w młodości pokochać innych nie kochając i aprobując samych siebie, tak w życiu małżeńskim nie można kochać innych nie darząc miłością współmałżonka. Cykl tematyczny rozważań poprowadzi nas przez różne etapy wewnętrznego rozwoju. Rozpoczniemy od ciszy - matki życia duchowego. Cisza z kolei poprowadzi do modlitwy, w której możemy usłyszeć głos Boga. Dopiero słuchając i modląc się możemy dojść do początku i utwierdzenia wiary. Autentyczna wiara w Trójedynego Boga niechybnie prowadzi do miłości. Miłość zaś jest źródłem i motywacją bezinteresownej służby innym. Dopiero służąc dojdziemy do prawdziwego pokoju w naszym sercu. Przygtowane rozważania rozłożone są na okres sześciu tygodni. Każdy tydzień ma swój przewodni temat i krótki tekst źródłowy. Z koleii każdy dzień danego tygodnia proponuje krótki tekst refleksyjny i konkretne zadanie mogące pomóc w przeżyciu rozważanej prawdy. Sugerujemy, aby tekst przewodni przeczytać na początku tygodnia aby mieć kompletne wyobrażenie o drodze, którą zamierzamy przebyć danego tygodnia. Teksty codzienne winny być czytane możliwie kilka razy w ciągu dnia. Minimalnie prosimy o przeczytanie ich rano i drugi raz wieczorem. Poranna lektura da nam to możliwość wystartowania z myślą danego dnia do naszych regularnych zajęć. Wieczorne czytanie stworzy nam okazję do swego rodzaju rachunku sumienia poczynań danego dnia. Zastanówmy się wtedy na ile udało nam się przeżyć dany dzień według porannych zamierzeń. Rozważanie na każdy dzień zakończone jest krótkim opisem sugerowanego ćwiczenia o charakterze praktycznym. Zadanie to jest opatrzone w tekście symbolem ♥. Ma ono na celu nakierowanie naszego działania na jakieś bardzo konkretne urzeczywistnienie danego tematu. W wielu wypadków są to czynności, które powinny być wykonywne przy każdej sposobności nadarzającej się danego dnia, a nie tylko jeden raz. Starajmy się każdy dzień przeżyć w duchu możliwie najwierniejszym myśli przewodniej danego dnia. Aby ułatwić sobie powracanie w myślach do danego tematu, proponujemy następujące ćwiczenie: z otoczenia, w którym spędzamy nasze dni wybierzmy sobie przedmiot, który regularnie wpada nam w oczy. Może to być obraz na ścianie korytarza, którym przechodzimy kilka razy dziennie. Albo narzędzie rzucające nam się w oczy kilka razy dziennie w miejscu pracy. Zapmiętajmy wybraną rzecz i zapiszmy ją w niniejszym zeszycie. Następnie postanówmy sobie, że ilekroć spojrzymy sobie na tą rzecz w ciągu dnia pozwolimy swoim myślom na chwilę wrócić do tematu, który rozważamy każdego dnia. W ten sposób, gdy nasz umysł wpadnie w wir codzienności, będziemy mogli łatwo przypomnieć sobie o czym mamy rozmyślać danego dnia. Wybrany przedmiot.................................................................. Kobieta znana wszystkim jako Matka Teresa z Kalkuty, urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w należącym wówczas do Serbii mieście Skopje (obecnie stolica Macedonii), jako Ganxhe - Agnieszka Bojaxhiu (czyt. Ganż Bojadżiu) - trzecie, najmłodsze dziecko Albańczyków Kolë (Mikołaj) i Drane Bojaxhiu. Ojciec - potomek dużej, zamożnej rodziny z albańskiego miasta Prizren w Kosowie o tradycjach kupieckich, sam kupiec i przedsiębiorca budowlany, przeniósł się do Skopje - ośrodka handlowego i zakupił dom. Podróżował w interesach po całej Europie. Zasiadał w radzie miejskiej, wspierał rozwój teatru, sztuk pięknych oraz miejscowy Kościół katolicki, angażował się politycznie na rzecz niepodległej Albanii. Był bardzo towarzyski, jego dom był zawsze pełen różnego rodzaju gości, od biskupa Skopje po miejscowych biedaków. Żywo interesował się wychowaniem i kształceniem swoich dzieci. Niekiedy bywał surowy i miał wobec nich wysokie wymagania. "Choć dom rodziny Bojaxhiu był zawsze otwarty dla wszystkich, niezmiennie szczególną serdeczność okazywał ubogim. Ojciec pouczał: "moje dzieci, nie bierzcie do ust nawet kęsa, jeśli wcześniej nie podzielicie się z innymi."Zmarł w 1919 r. w wieku 45 lat. Agnieszka miała wtedy 9 lat. Po jego śmierci krążyły pogłoski, że został otruty za swoje poglądy polityczne. Matka Drane miała bardzo tradycyjne poglądy na rolę kobiety w rodzinie. "Gdy ojciec pracował, matka zajmowała się domem - gotowała, cerowała, szyła, ale kiedy wracał, wszelka praca ustawała. Matka wkładała czystą suknię, czesała się i upewniała, że dzieci są umyte i schludne, gotowe, by go powitać". Podzielała i dopełniała podejście męża do kwestii posiadania. Szyła, haftowała i sprzedawała ubrania nie tylko po to, by zaspokoić materialne potrzeby swojej rodziny, ale także uboższych od siebie. Bardzo wierząca, uczyła dzieci wiary i czynnej miłości, życia chrześcijańskiego popartego czynami miłosierdzia. Była kobietą o silnym charakterze - po śmierci męża została w trudnej sytuacji, ale przy pomocy 15-letniej, starszej córki Age potrafiła uporać się z problemami. Nadal troszczyła się także o ubogich, których często zapraszała do rodzinnego stołu. W rodzinie był jeszcze starszy od Agnieszki o trzy lata brat Lazër. "Tak więc podwaliny przyszłego apostolat Agnieszki kształtowały się pod wpływem pobożnej matki i jej przywiązania do wartości niematerialnych: życzliwości, hojności oraz współczucia dla ubogich i słabych." "Modlitwa stanowiła integralną część ich życia rodzinnego. Codziennie wieczorem zbierali się na wspólną modlitwę, a regularne odwiedzanie miejscowego kościoła było dla nich ogromnym duchowym oparciem." Brat Lazër wspominał ją jako dziecko posłuszne i bardzo zdolne, od najmłodszych lat chętnie uczestniczące w nabożeństwach. "Była lubianym dzieckiem o ujmującym poczuciu humoru. Uczyła się najpierw w szkole przyklasztornej, potem jednak wstąpiła do szkoły państwowej". Umiała grać na mandolinie i była ogólnie muzykalna - śpiewała z siostrą w chórze parafialnym przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Była świetną organizatorką i siłą napędową wszelkich akcji. Odkryła też w sobie dar przekazywania wiedzy innym. Kochała poezję i sama też pisała, a jej dwa felietony ukazały się w miejscowej gazecie. Myślała o karierze literackiej lub muzycznej. Zawsze była dość chorowita i miała słabe płuca. Po wyjeździe z domu w 1928 r. nigdy już nie zobaczyła się z mamą i siostrą, które zamieszkały w Tiranie odciętej po wojnie od wolnego świata przez komunistyczny reżim. Brat Lazër wyemigrował z żoną i córką do Włoch. W 1970 r. Matka Teresa otrzymała list od siostry Agi z Albanii, że mama czuje się źle i że żyje im się bardzo ciężko. Matka Teresa próbowała spotkać się z nimi. W Rzymie zwróciła się do ambasady albańskiej o pozwolenie opuszczenia przez nie Albanii. Nie dostały jednak wiz wyjazdowych. Chciała pojechać do Albanii, ale dano jej do zrozumienia, że jeśli tam przyjedzie, to już nie wyjedzie. W 1972 r. otrzymała w Kalkucie wiadomość o śmierci mamy. Siostra żyła rok dłużej, brat zmarł we Włoszech w 1981 r. "Byłam jeszcze mała, miałam dwanaście lat, gdy po raz pierwszy zapragnęłam całkowicie należeć do Boga". W odkrywaniu drogi życiowej pomagał jej ojciec Jambrekowić - jezuita pracujący w parafii Skopje. Opowiadał parafianom o działalności misyjnej Towarzystwa Jezusowego. Czytał płomienne listy misjonarzy pracujących wśród biedoty w archidiecezji kalkuckiej, które pomogły Agnieszce dokładnie określić swe powołanie - chciała być misjonarką. Decyzja ta nie przyszła jej łatwo. "Niewątpliwie stoczyła wewnętrzną walkę, ponieważ wszystko wskazywało na to, że była bardzo przywiązana do swojej rodziny i chciała kiedyś mieć własny dom i dzieci". Wiedziała, że wstępując do zakonu misyjnego, będzie musiała żyć z dala od rodziny, przyjaciół i ojczyzny. W 1928 złożyła prośbę o przyjęcie do Zgromadzenia
Sióstr Loretanek. O ich pracy pisali z Bengalu księża jezuici.
Zakon z siedzibą w Irlandii zajmował się kształceniem
personelu dla szkół elementarnych w Indiach. 26 września pojechała
pociągiem do Rathfarnham koło Dublina - do macierzystego domu
Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. Tam nauczyła się
m. in. języka angielskiego, którym posługiwała się
potem przez całe życie. 12 października 1928 otrzymała
wstąpiła do postulatu i przybrała imię: Maria Teresa
od Dzieciątka Jezus - na cześć małej Teresy z Lisieux,
wskazującej drogę do świętości przez wierność
w małych sprawach. 1 grudnia wsiadła na statek do Indii - wówczas kolonii brytyjskiej. 6 stycznia 1929 r. przybyła do Kalkuty. 23 maja 1929 r. rozpoczęła nowicjat. 24 maja 1931 r. złożyła pierwsze, czasowe śluby i zaczęła pracować jako nauczycielka geografii i historii w przyklasztornej szkole sióstr Loretanek w zamożnej dzielnicy Kalkuty. Uczyła też w szkole z internatem dla dziewcząt z rozbitych rodzin i sierot - tu zobaczyła nędzę i głód. Lubiła swoją pracę, a ją lubiły jej uczennice. 24 maja 1937 złożyła śluby wieczyste - ubóstwa, posłuszeństwa i czystości. W czasie wojny została dyrektorką szkoły. W 1943 r. Indie ogarnął głód. W Bengalu zmarło pięć milionów osób. Do bombardowanej Kalkuty wciąż napływali uchodźcy. Szkoły, także szkoła sióstr, były wykorzystywane jako szpitale. Loretanki zajmowały się coraz liczniejszymi rannymi i chorymi. W 1946 r. Hindusi walczyli o uwolnienie spod panowania brytyjskiego. Na ulicach Kalkuty trwały walki. Siostra Teresa, mimo niebezpieczeństw, często opuszczała mury klasztoru, by zdobyć pożywienie dla uczniów i innych przebywających w szkole. Wkrótce zachorowała na gruźlicę. Nie była w stanie dalej pracować w szkole i dlatego została wysłana do miejscowości Darjeeling u podnóża Himalajów. Kiedy 10 września 1946 jechała pociągiem do Darjeeling przeżyła coś, co nazwała potem powołaniem w powołaniu. Usłyszała wyraźnie wewnętrzny głos, by porzucić wszystko i naśladując Jezusa zamieszkać na ulicach Kalkuty razem z nędzarzami, by im służyć. Jedyne, co mogła zrobić, to odpowiedzieć "tak". Wiedziała, że jest to Jego wola i że musi ją wypełnić. Nie miała wątpliwości, że to było Jego działanie. "Miałam opuścić klasztor i pomagać biednym, żyjąc pośród nich, lecz dotrzymać ślubów; założyć nowe zgromadzenie pracując w duchu ubóstwa i radości na rzecz najbiedniejszych z biednych, mieszkających w dzielnicach nędzy." "To był Jego rozkaz. Wiedziałam, do kogo należę, ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać". W październiku wróciła do sióstr, ale myśl o opuszczeniu klasztoru nie opuszczała jej. Jednak arcybiskup odmówił zgody na opuszczenie klasztoru, twierdząc, że jeśli to Boża sprawa, to przetrwa próbę czasu. Przeniesiono ją do Asansol, trzy godziny drogi od Kalkuty. Tam uczyła, przygotowywała dzieci do Pierwszej Komunii, opiekowała się ogrodem. Była tu około pięciu miesięcy, potem arcybiskup ponownie przeniósł ją do Kalkuty. W styczniu 1948 r. pozwolił jej ubiegać się o zgodę na opuszczenie zakonu. W lutym przesłano prośbę do Rzymu, w lipcu dostała pozwolenie na opuszczenie zakonu na rok. Kupiła na bazarze trzy białe sari obrzeżone niebieskimi paskami, uszyte z najtańszej tkaniny. Niebieskie paski podobały się jej, bo błękit jest kolorem Najświętszej Maryi Panny. 16 sierpnia 1948 r. zmieniła swój dotychczasowy habit na sari i cicho opuściła zakon. Udała się do Patny na kurs pielegniarski, do sióstr misji medycznej pracujących przy szpitalu Świętej Rodziny. Po kilku tygodniach wróciła do Kalkuty. "Matka Teresa zamierzała założyć zgromadzenie, którego członkinie żyłyby tak samo jak indyjscy nędzarze. Uważała, że i ona, i inne dziewczęta powinny żyć, ubierać się i jeść jak najbiedniejsi z biednych - pielęgnowani, karmieni i ubierani przez nie jak cierpiący Chrystus". Pierwszym jej domem był mały pokoik przy domu Św. Józefa, prowadzonym przez małe siostry ubogie. Stąd wychodziła do slumsów w dzielnicy Motijhil, w sąsiedztwie szkoły w której pracowała przez 18 lat. Najpierw założyła tu szkołę dla biedoty, uczyła na podwórku pisząc patykiem po błocie dwudziestu jeden uczniów. Myła te dzieci, odwiedzała chorych. Ludzie zaczęli jej pomagać, jak mogli, ale wciąż była sama. Był to trudny dla niej okres. Wynajęła tam dwie rudery - jedną na szkołę, drugą jako schronienie dla chorych i konających nędzarzy. W marcu 1949 r. dołączyły do niej pierwsze współtowarzyszki,
wywodzące się z dawnych uczennic. Mottem stały się
słowa zaczerpnięte z Ewangelii św. Mateusza: "Wszystko,
co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście
uczynili" To jeszcze nie był zakon, ale "pobożne
kobiety mieszkające razem". Wystosowały oficjalną
prośbę o formalne erygowanie zgromadzenia. Pierwszą Regułę
napisała Matka w latach 1948/49. Wykorzystała sporo elementów
reguły Loretanek, a ta ma wiele wspólnego z regułą jezuitów.
Podstawą jest modlitwa i praca. Zgromadzenie Misjonarek Miłości
zatwierdził Pius XII w 1950 r. "Osoby wstępujące
do niniejszego instytutu postanawiają poświęcić
się niestrudzonemu wyszukiwaniu w miastach i wioskach, nawet w
najnędzniejszych okolicach, ludzi najuboższych, opuszczonych,
chorych, kalekich, umierających; wytrwałej trosce o nich i
nauczaniu wiary chrześcijańskiej, jak też żarliwym
staraniom, by ich nawrócić i uświęcić (...). Także
wykonywaniu innych podobnych prac i posług apostolskich, jakkolwiek
niskie czy skromne mogłyby się one wydawać" (fragment
dekretu Stolicy Apostolskiej powołującego zgromadzenie). W
1953 r. siostry przeniosły się do nowego domu przy Lower Circular
Road Siostry otwarły Nirmal Hridaj - Dom Czystego (Niepokalanego) Serca DLA UMIERAJĄCYCH. Udzielano tu wszelkiej możliwej pomocy lekarskiej; ci zaś, którym nic nie mogło już pomóc, którzy żyli jak zwierzęta, mieli gdzie umrzeć z godnością - otoczeni miłością i czułością. Następnie otwarły Sisu Bharan - dom DLA DZIECI OPUSZCZONYCH, które Misjonarki znajdowały na ulicy. Czasami jednak przynosili je sami rodzice. Misjonarki dbały, by otrzymały jakieś wykształcenie, były finansowane przez bogatszych. Część została adoptowana, niektóre wróciły do rodziców. W Titlagarh Misjonarki otwarły w marcu 1959 r. przychodnię DLA TRĘDOWATYCH Choroba ta stanowiła szczególnie palący problem w samej Kalkucie i w okolicach. Mieszkało tam około 30 tysięcy chorych, izolowanych i "nieczystych". Znaczna część przypadków wynikała z niedożywienia i niedostatecznej opieki lekarskiej. Siostry zakładały objazdowe przychodnie, by chorzy mogli do nich łatwiej dotrzeć. Starały się przywrócić im poczucie godności, przyuczały do pracy zdolnych do niej. Założyły Santi Nagar - Miasto Pokoju - osadę, gdzie trędowaci mogli żyć z rodzinami. "Kiedy dotykam ich cuchnących ran, wiem, że dotykam samego Chrystusa, Tego, którego przyjmuję w Komunii świętej pod postacią chleba. Świadomość ta dodaje mi wiele sił. Jestem przekonana, że nie mogłabym czynić tego wszystkiego, co czynię, jeżeli nie wierzyłabym, że dotykam samego Jezusa ukrytego pod postacią człowieka trędowatego". Przez dziesięć lat siostry działały tylko w diecezji kalkuckiej. Od 1959 r. zaczęły działać w całych Indiach. W 1965 r. papież Paweł VI nadał im prawa papieskie, co umożliwiło działalność na całym świecie. Dzięki regule życia opartego na posłuszeństwie i ubóstwie (podróżowały tylko z bagażem podręcznym, mieszczącym się w pudełku lub wiadrze) siostry potrafiły szybko się przemieszczać do nowych miejsc. Pierwsza placówka poza Indiami powstała w Wenezueli w lipcu 1965 r. Siostry opiekowały się biednymi, przygotowywały do Pierwszej Komunii i bierzmowania. W 1968 r., odpowiadając na prośbę papieża Pawła VI, założyły dom w Rzymie, w biednej dzielnicy imigrantów z Sycylii i Sardynii. W tym samym roku założyły domy w Afryce (Tanzania), Australii, w 1970 r. - w Jerozolimie i Londynie. Matka zaczęła coraz więcej podróżować po świecie. "Początkowo siostry były troskliwie wychowywane i kształtowane dzięki osobistemu przykładowi Matki, gdy patrzyły, jak obmywała rany, szorowała podłogi i tuliła do serca niemowlęta promieniując przy tym niewyczerpaną energią, czułością i radością. Teraz odwiedzała różne domy tak często, jak tylko mogła i usiłowała jeszcze do nich pisać, choć coraz częściej przepraszając, że nie uczyniła tego wcześniej (...). Dużymi, okrągłymi literami pisała krótkie listy i notatki, będące później źródłem natchnienia i przewodnikiem dla tych sióstr". W czasie podróży przypominała siostrom, by nie wyrzucały pieniędzy na zbytki. Obowiązywała twarda dyscyplina. Leki i żywność rozdawano natychmiast. Językiem zakonu stał się angielski - wspólny język roboczy. Liturgię odprawiano także w tym języku. W 1970 r. podzieliła domy zakonne w Indiach na pięć regionów, z których każdy miał swoją przełożoną regionalną. Miała przez to więcej czasu na modlitwę i podróże. Zawsze, jeśli było to możliwe, starała się towarzyszyć siostrom w pierwszych dniach działalności nowego ośrodka. Podróżowała do nowych domów, starała się być na ślubach swych sióstr. Zaczęła też brać udział w sympozjach i spotkaniach naukowych - na temat rodziny, pokoju, itd. "Do końca roku 1979 zgromadzenie liczyło 158 placówek rozsianych po świecie, 1187 sióstr, które złożyły śluby, 411 nowicjuszek i 120 postulantek." Tylko w 1981 r. siostry otworzyły 8 nowych placówek w Indiach i 17 na innych kontynentach. W tym roku, 24 maja, przypadała pięćdziesiąta rocznica złożenia przez Matkę ślubów zakonnych. Uczczono ją modlitwami i nabożeństwami dziękczynnymi w ponad dwustu domach i nie tylko. "Choć stopniowo zyskiwała międzynarodowe uznanie, nadal potrafiła zakasywać rękawy i porządnie szorować podłogi. Wciąż pracowała wśród ubogich i chorych". Poświęcała wiele czasu na sprawy publiczne, bo wiedziała, że należy uświadomić światu potrzeby ubogich. Jej rosnąca sława przyciągała pieniądze z najrozmaitszych źródeł. Siłę czerpała z modlitwy. "Wyczerpana, znużona, bez sił po dniu wypełnionym zajęciami, które mogły przestraszyć o wiele młodszych, chroniła się w kaplicy, a po pewnym czasie wyłaniała się stamtąd wyraźnie ożywiona, "napełniona" i gotowa kontynuować dzieło Boże". W 1983 r. otrzymała z całego świata ponad sto próśb o otwarcie domów. W 1985 r. w Nowym Jorku otwarła hospicjum "Dar Miłości" dla mężczyzn chorych na AIDS - trąd Zachodu. W krajach dobrobytu, w wielkich miastach Europy i Stanów Zjednoczonych odkryła kolejne obszary nędzy - ubóstwo duchowe, samotność, poczucie bycia niechcianym.
Apelowała o pomoc do ludzi bogatych, spotykała się z nimi. Coraz więcej osób odwiedzało ją w Kalkucie - m. in. królowa Elżbieta II, Gina Lollobrigida, książę Karol, księżna Anna, księżna Diana. W domu w Jerozolimie spotkał się z nią Jasir Arafat, który zaprosił misjonarki do Palestyny i oświadczył, że może otworzyć domy dla umierających w Betlejem i w Jerozolimie. Rosnąca sława przyniosła jej liczne NAGRODY. Najważniejsze z nich to: w 1971 r. Nagroda Pokojowa im. Papieża Jana XXIII wręczona przez Pawła VI, w 1972 r. indyjska Nagroda Nehru - na rzecz Międzynarodowego Porozumienia, w 1979 r. Pokojowa Nagroda Nobla (otrzymała wtedy 90 tysięcy funtów szterlingów, które przeznaczyła na budowę dwustu domów dla trędowatych), w 1980 r. Klejnot Indii - najwyższe cywilne odznaczenie Indii, w 1985 r. Order Wolności - największe odznaczenie amerykańskie, a w 1996 r. honorowe obywatelstwo Stanów Zjednoczonych, liczne doktoraty honoris causa, m. in. Uniwersytetu Cambridge i Uniwersytetu Jagiellońskiego (1993 r.). W sondażach roku 1997 została uznana przez Europejczyków za najważniejszą postać XX w. Zaszczyty przyjmowała z głębokim poczuciem, że nie jest ich godna, podkreślając, że czyni to tylko w imieniu ubogich. Nie przypisywała sobie żadnych zasług, powtarzając: "Ja niczego nie robię. To Bóg czyni wszystko. To On posługuje się moim ubóstwem, aby ukazać swoje wielkie bogactwo; moim życiem, aby obdarzać (...) swoim Życiem i swoją wielką Miłością". Mówiła zawsze prosto, często się powtarzała, ale jej słowa płynęły zawsze z serca. Wszystkich, wielkich i małych traktowała w ten sam sposób, bo dla niej wszyscy byli równi wobec siebie jako dzieci Boga. Przemawiała zawsze tak samo, niezależnie od pozycji słuchaczy. Mimo, że otaczał ją powszechny podziw, zdarzały się też zdania krytyczne - raziła jej wierność tradycji, autorytetowi i nauczaniu Kościoła katolickiego, jej zdecydowany sprzeciw wobec aborcji. Bogaci krzywili się, gdy wskazywała na duchowe ubóstwo Zachodu. Z biegiem lat Matka Teresa była coraz słabsza. Cierpiała na malarię, która dawała się we znaki w okresach szczególnego napięcia. Nieraz wydarzały się jej urazy tuż przed wyruszeniem w długą podróż, co odbierała zawsze za wynagradzającą łaskę Bożą i składała swój ból Bogu w ofierze. Na początku lat osiemdziesiątych znacznie popsuł się jej wzrok, nastąpiło zwyrodnienie kręgów i stąd jej pochylone plecy. W 1974 r. przebyła lekki atak serca, a od 1981 r. funkcjonowała z rozrusznikiem serca. Cierpiała na przelotne zaniki pamięci, czasem coś myliła. Kilka razy trafiła do szpitala, ale nie chciała zmienić trybu życia, ograniczyć podróży. W 1991 r. przeszła zapalenie płuc i atak serca. "Mimo słabości fizycznej Matki Teresy, mimo, że jej zwykle zgarbiona sylwetka pochylała się coraz bardziej, mimo, że codziennie rano miała gorączkę, jej dzieło rozwijało się...". Mówiła, że odpocznie w Niebie, bo tu jest jeszcze wiele do zrobienia. Ciągle rosła liczba chętnych do wstąpienia do Zgromadzenia - w 1989 r. zakon liczył 3068 sióstr po ślubach, 454 nowicjuszki i 140 kandydatek. Siostry miały ponad 400 domów w przeszło 90 krajach. Zwiększała się też liczba braci. W 1990 r. z misjonarkami miłości współpracowało około 3 milionów współpracowników. Często powtarzała; "Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz. Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga". W marcu 1963 r. rozpoczęło działalność ZGROMADZENIE BRACI MISJONARZY MIŁOŚCI - Matka uznała, że są dziedziny działalności odpowiedniejsze dla mężczyzn niż kobiet. Ma podobny charakter do zgromadzenia sióstr, kierowanego w tym samym duchu i w łączności z siostrami. W 1970 r. powstała w Nowym Jorku gałąź kontemplacyjna - KONTEMPLACYJNE ZGROMADZENIE SIÓSTR MISJONAREK MIŁOŚCI. Siostry te większość dnia spędzają na modlitwie kontemplacyjnej, a przez kilka godzin po południu służą najuboższym z ubogich. W 1978 r. w rzymskiej dzielnicy nędzy zaczęli działać BRACIA KONTEMPLACYJNI. W 1978 r. Matka spotkała ks. Josepha Langforda, który zainicjował gałąź KAPŁAŃSKICH WSPÓŁPRACOWNIKÓW MATKI TERESY. Głównym celem ruchu jest osobista odnowa kapłańska przez pogłębione życie modlitewne, skromniejszy styl życia i umiłowanie kapłaństwa. Ruch rozprzestrzenił się stopniowo na ponad 60 krajów. Ojciec Langford zawiązał także grupę kapłanów, którzy decydują się oddać całe swoje życie służbie najuboższym z ubogich. Od 1983 r. w Nowym Jorku zaczęli działać OJCOWIE MISJONARZE MIŁOŚCI. W 1984 r. stali się zatwierdzoną wspólnotą zakonną. Oprócz osób konsekrowanych działają z siostrami WSPÓŁPRACOWNICY ŚWIECCY. W 1969 r. powstało MIEDZYNARODOWE STOWARZYSZENIE WSPÓŁPRACOWNIKÓW MATKI TERESY. Jego celem jest organizacja pomocy materialnej dla Misjonarek Miłości. Początkowo siostry otrzymywały pomoc zwłaszcza od zamożniejszych kobiet, które oprócz wsparcia finansowego organizowały zbiórkę potrzebnych rzeczy dla biednych, pomoc chorym i dzieciom. Zakres ich prac stopniowo się rozszerzał, więc stworzono organizację. WSPÓŁPRACOWNICY MEDYCZNI - w 1982 r. lekarze rzymscy pracujący w różnych placówkach sióstr, zaczęli spotykać się raz w miesiącu na modlitwie i rozważaniach. W ciągu czterech lat sieć objęła cały świat. 2.12 Ogniwo współpracowników chorych i cierpiących Pomysł zrodził się już w 1948 r. podczas spotkania z Belgijką Jacqueline de Decker, pielęgniarką pragnącą poświęcić swe życie dla ubogich. Jednak problemy ze zdrowiem uniemożliwiły jej pracę. Matka ukazała jej wtedy cel - życie pełne bólu i cierpienia, ofiarowane Panu z radością w intencji dzieła Misjonarek Miłości. Każda siostra posiada swą siostrę cierpiącą, swoje drugie "ja". Matka chciała, by ludzie dostrzegali w cierpieniu nie bezsens i źródło rozpaczy, lecz powołanie.
W 1990 r. Matka Teresa poprosiła, aby siostry zwolniły ją z funkcji przełożonej misjonarek miłości, oddając się woli Bożej przez decyzję kapituły generalnej. Kapituła zwolniła ją z tej odpowiedzialności dopiero w 1997 r. ze względu na jej bardzo trudny stan zdrowia. 87-letnia zakonnica prosiła lekarzy, by pozwolili jej spokojnie umrzeć. Uważała, że nie powinna korzystać z kosztownych badań, na które nie mógłby sobie pozwolić żaden z jej podopiecznych. Gdy lekarze zapewniali, że po kuracji będzie mogła nadal pracować zgadzała się na wszelkie zabiegi. Nową przełożoną została wybrana 63-letnia hinduska - siostra Nirmala, która przewodniczyła dotychczas kontemplacyjnej gałęzi zgromadzenia. Matka wyraźnie pochwalała ten wybór. Zmarła 5 września 1997. Jej ciało wystawiono na widok publiczny w macierzystym domu w Kalkucie, potem przewieziono w ambulansie z napisem "Matka" do kościoła św. Tomasza. 13 IX ciało przewieziono ulicami na armatniej lawecie, którą wieziono ciała Mahatmy Gandhiego i innych bohaterów indyjskich. Oficjalna msza żałobna odbyła się na krytym stadionie Netaji, uczestniczyło w niej wiele osobistości z całego świata. Pozostawiła po sobie ogromne dziedzictwo - ok. 4 tysiące sióstr, ok. 400 braci, ok. 20 kapłanów, 35 seminarzystów, ponad 600 domów w 127 krajach, niezliczone rzesze współpracowników i wolontariuszy. Siostry wraz ze współpracownikami dokarmiają rocznie ok. 500 tys. rodzin, uczą 20 tys. dzieci i opiekują się 90 tys. trędowatych. Wszyscy powinniśmy znaleźć czas na ciszę i kontemplację, zwłaszcza ci, którzy mieszkają w wielkich miastach, takich jak Londyn, Nowy Jork, gdzie życie mknie w nieustannym pędzie. Dlatego postanowiłam otworzyć nasz pierwszy dom dla sióstr kontemplujących (których powołaniem jest modlić się przez większą część dnia) właśnie w Nowym Jorku, a nie w Himalajach, ponieważ czułam, że cisza i kontemplacja są szczególnie potrzebne w dużych miastach świata. Zawsze rozpoczynam modlitwę w ciszy, ponieważ Bóg przemawia w ciszy serca. Bóg jest przyjacielem ciszy - powinniśmy słuchać Boga, bo istotne jest nie to, co my mówimy, ale to, co On mówi. Modlitwa jest pokarmem duszy - czym krew jest dla ciała, tym modlitwa jest dla duszy i przybliża nas do Boga. Dzięki modlitwie nasze serca stają się czyste i szlachetne. Czyste serce może widzieć Boga, może mówić do Boga i dostrzegać miłość Boga w innych ludziach. Mieć czyste serce to być otwartym i szczerym w stosunku do Boga, niczego przed nim nie ukrywać, a wtedy Bóg bierze od nas to, co jest Mu potrzebne. Jeśli poszukujesz Boga i nie wiesz, gdzie rozpocząć swoje poszukiwania, naucz się modlić i podejmij trud codziennej modlitwy. Możesz się modlić zawsze i wszędzie. Nie tylko w kaplicy albo w kościele. Możesz się modlić przy pracy - praca nie musi przerywać modlitwy ani modlitwa nie musi przerywać pracy. Możesz się również zwrócić do księdza albo pastora z prośbą o radę, ale możesz też zwrócić się wprost do Boga. Po prostu porozmawiać. Opowiedz Mu o wszystkim, zwierz się z wszystkiego. On jest naszym Ojcem. Ojcem każdego, bez względu na religię, jaką wyznajemy. Wszyscy jesteśmy stworzeni przez Boga, jesteśmy Jego dziećmi. Musimy Mu ufać, kochać Go, wierzyć, dla Niego pracować i nieustannie trwać w ufności. Jeśli będziemy się modlić, otrzymamy odpowiedź na wszystkie trapiące nas pytania. Bez modlitwy nie potrafiłabym pracować nawet przez pół godziny. Bóg obdarza mnie siłą dzięki modlitwie. Wszystkie siostry są tego świadome, jak chociażby siostra Dolores, która jest w naszym Zgromadzeniu od trzydziestu pięciu lat, a teraz prowadzi Nirmal Hriday, nasz dom dla umierających i nędzarzy w Kalkucie: Każdego ranka siostry budzą się ze świadomością zadań, jakie przed nimi stoją, a które nierzadko są bardzo trudne do spełnienia Modlitwa daje im siły, podtrzymuje na duchu pomaga, dzięki niej z radością wykonujemy pracę, do jakiej nas wyznaczono. Rozpoczynamy każdy dzień modlitwą i Mszą świętą, a kończymy godzinną adoracją Jezusa. Aby nieustannie działać i nieustannie dawać, potrzeba nam łask Bożych - bez nich nie sposób byłoby żyć". Tak samo mówi siostra Charmaine Jose, która opiekuje się Shishu Bhavan, domem naszych dzieci w Kalkucie: Nie wyobrażam sobie, jak mogłybyśmy znieść ten upał i ten ogrom pracy bez modlitwy, ale wszystko, co robimy, robimy wyłącznie dla Boga i jesteśmy szczęśliwe". Siostra Kateri, z naszego domu w Bronx, dzielnicy Nowego Jorku, wypowiada się na ten temat na podstawie własnych doświadczeń: Modlitwa ma najbardziej istotne znaczenie dla człowieka, ponieważ zostaliśmy stworzeni dla Boga i nasze serca są niespokojne, dopóki nie znajdziemy odpoczynku w Bogu. Dzięki modlitwie nawiązujemy kontakt z Bogiem. Naszym przeznaczeniem jest niebo, a nie osiągniemy nieba, jeśli nie będziemy się modlić. Nasza modlitwa wcale nie musi być modlitwą formalną. Starałam się przekazywać tę myśl więźniom, których odwiedzałam, posługując się przykładem: «Jeśli musicie się wybrać w podróż, co będzie wam potrzebne?" Więźniowie odpowiedzieli: «Potrzebny będzie samochód i paliwo". (Ktoś dodał: «Muzyka!») Rozmowa ta kończyła się w przyjemnej atmosferze, bo zwykle dochodziliśmy do wniosku, że modlitwa jest paliwem, samochód to nasze życie, podróż wiedzie do nieba, a w tym celu niezbędna jest mapa, abyśmy wiedzieli, dokąd zmierzamy. I tak snuliśmy nasze rozważania. Jestem rzeczywiście przekonana, że paliwem naszego życia jest modlitwa, że bez niej nie osiągniemy przeznaczenia ani też spełnienia naszego jestestwa". 3.2 Jak się modlić: prosty kontakt z Bogiem Rozpoczynaj i kończ swój dzień modlitwą. Zwracaj się do Boga jak dziecko. Jeśli okaże się, że trudno ci się zdobyć na modlitwę, możesz powiedzie Przybądź, Duchu Święty, poprowadź mnie, oświeć mój umysł, abym potrafił się modlić". Podczas modlitwy podziękuj Bogu za wszystkie dary, bo każda rzecz pochodzi od Niego, jest Jego podarunkiem dla ciebie. Dusza twoja jest darem Boga. Jeśli wierzysz w Boga i moc modlitwy, przezwyciężysz wszelkie uczucia zwątpienia, lęku i samotności, którym ludzie powszechnie ulegają. Jeżeli coś cię trapi, pójdź do spowiedzi, gdy jesteś katolikiem, i oczyść swoje serce, bo Jezu, poprzez kapłana wybacza wszystko. Jakże piękna jest ten dar Boga, dzięki któremu możemy uklęknąć przy konfesjonale obarczeni grzechem i odejść całkowicie oczyszczeni. Bez względu jednak na to, czy pójdziesz do spowiedzi, czy nie, nawet jeśli jesteś katolikiem albo wyznawcą innej wiary, ważne jest, abyś przynajmniej potrafił przeprosić Pana Boga. Każdego wieczoru przed snem powinieneś zrobić rachunek sumienia (bo nie wiadomo, czy dożyjesz rana!). Wszystko, co cię gnębi, co obciąża twoje sumienie, powinieneś naprawić. Na przykład, jeśli! cokolwiek komuś skradłeś, staraj się oddać. Jeśli sprawiłeś komuś przykrość, przeproś natychmiast, nie zwlekaj. Jeśli nie możesz tak postąpić, wtedy przynajmniej wyznaj Bogu, że bardzo tego żałujesz. Jest to naprawdę ważne, bo poza aktem miłości, musi nas być stać także na akt skruchy. Możesz powiedzieć: Boże, tak mi przykro, że Cię obraziłem, ale obiecuję, że już więcej tego nie zrobię", albo jeszcze w inny sposób możesz wyrazić swój żal. Jak dobrze jest uwolnić się od przygniatającego nas ciężaru i mieć czyste serce. Pamiętajcie, że Bóg jest miłosierny, że jest miłosiernym Ojcem wszystkich ludzi. Jesteśmy Jego dziećmi i zawsze nam przebaczy i zapomni, jeżeli tylko się do Niego zwrócimy. Przedtem jednak zajrzyjcie w głąb własnego serca, czy nie tkwi w nim żal do innych, którym nie potraficie przebaczy?, bo trudno się zwracać do Boga z prośbą o przebaczenie, gdy sami nie możemy innym przebaczyć. Pamiętajcie, że jeżeli żal wasz będzie naprawdę szczery, płynący z czystego serc w oczach Boga będziecie rozgrzeszeni. Módlcie się o to, abyście potrafili przebaczyć tym, którzy was ranią albo których nie lubicie, i przebaczcie tak samo, jak i wam zostało przebaczone. Możecie się również modlić w intencji prac wykonywanej przez innych i w ten sposób przyjść im z pomocą. Na przykład do naszej wspólnot należą również osoby wspomagające modlitwą siostry, których praca wymaga szczególnie dużo sił i poświęcenia. Mamy również kontemplacyjne siostry i braci, którzy zawsze się za nas modlą. Matka Teresa Prosta Droga W-wa 1996 DZIEŃ I - Świętość "Poprzez życie duszy" - napisała kiedyś - "Jezus udziela mi swego Ducha. Staje się On początkiem działań wyższej natury, co jeśli nie stawiam przeszkód pobudza mnie do tego, by myśleć, oceniać, kochać, cierpieć i pracować wraz z Nim, dzięki Niemu i podobnie jak On... Jeśli uczymy się życia wewnętrznego, wówczas wypełnią się słowa naszego Pana: «Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity» (J 15,5)." Tę zasadę działań wyższej natury" uczyniła w takim stopniu zasadą kierującą wszelkimi aspektami jej życia a jego owoc bezspornie był obfity że pisanie o Duchu i pisanie o Matce Teresie stało się właściwie jakby tym samym. Jeśli jednak zaprzeczymy zwyczajności" Matki Teresy, jej pełnemu i wszechstronnemu człowieczeństwu, sprawimy, że jej życie i kierująca nim ,,zasada" staną się niezrozumiałe dla wszystkich oprócz niej. Nie chciała, aby ją wywyższano, nie lubiła tego nawet bardziej niż myśli o ludziach postrzegających ubóstwo - któremu przecież oddała swe życie - i reagujących na nie tak, jakby ktoś przymuszał ich do zetknięcia się, choćby na bezpieczną odległość, z jakimś krajem Trzeciego Świata. Wiedziała, okazywanie jej czci jest dla innych sposobem na udzielanie sobie rozgrzeszenia z własnego codziennego braku odpowiedzialności, podobnie zresztą jak wypisanie czeku w wygodnym fotelu i wyrażenie podziwu dla niedościgłych cnót Matki Teresy było czymś na kształt buforu chroniącego przed rzeczywistym osobistym zaangażowaniem. Doszło zatem do tego, że głównie ona obnażała swoją słabość. Świętość" podkreślała, gdy ludzie obwoływali ją świętą jeszcze za życia nie jest luksusem dostępnym nielicznym. To zwykły obowiązek, wasz i mój. Na świecie jest tylu ubogich tylko dlatego, że nie daliśmy z siebie dostatecznie dużo." ♥ Kto jest najsłabszym i najuboższym członkiem mojej rodziny? W jaki szczególny sposób mogę mu dzisiaj pomóc? DZIEŃ II Pełnia życia Twarz Matki Teresy o silnie zarysowanym podbródku nie była eteryczna, lecz ziemska. Ci, dla których zwykła pobożność jest czymś odpychającym, znajdowali w niej siłę i chęć życia. Często tę twarz określano jako promienną" choć była pobrużdżona zmarszczkami wyrytymi przez czas i klimat równie dobrze jednak, choć to niezwykłe, można ją było nazwać radosną. Była to twarz, której sam wygląd mówił o tym, że Matka Teresa zna tajemnicę Boga bardzo bliskiego ziemskiemu światu. Wierzyła w Boga, który przebywa pośród nas, w pełni będąc Bogiem i człowiekiem, dlatego nie gardziła niczym, co ludzkie. Radowała się naszym życiem, światem i wszechświatem. Mając już lat siedemdziesiąt tak streściła swoją filozofię życiową: Życie jest okazją, skorzystaj z niej. Życie jest pięknem, podziwiaj je. Życie jest rozkoszą, zakosztuj jej. Życie jest marzeniem, spełnij je. Życie jest wyzwaniem, staw mu czoło. Życie to obowiązek, spełnij go. Życie jest grą, prowadź ją. Życie jest skarbem, troszcz się o niego. Życie jest bogactwem, strzeż go. Życie jest miłością, raduj się nią. Życie jest tajemnicą, poznaj ją. Życie to obietnica, wypełnij Życie jest smutkiem, pokonaj go. Życie jest pieśnią, śpiewaj ją. Życie jest walką, podejmij ją. Życie jest tragedią, nabierz sil. Życie jest przygodą, nie cofaj się. Życie jest życiem, ocal je! Życie jest szansą, skorzystaj z niej. Życie jest zbyt cenne, nie niszcz go. Słowa te wypisane są na plakacie wiszącym w domu dla chorych na AIDS, który Matka Teresa ze swymi siostrami otworzyła w samym sercu Nowego Jorku na Boże Narodzenie 1985 roku. Nazwala ten dom Darem Miłości". ♥ Ofiaruj dar miłości swojemu współmałżonkowi. Niech będzie to coś, co w szczegółny sposób przypomni mu twoją bezinteresowną miłość. Potrzebujemy ciszy, aby być sam na sam z Bogiem, mówić do Niego, słuchać Go, rozważać Jego słowa w głębi naszych serc. Potrzebne jest nam to przebywanie z Bogiem w ciszy, aby odnowił On nas i przekształcił. Cisza sprawia, że inaczej patrzymy na życie. Pośród ciszy napełnia nas moc samego Boga, która sprawia, że wszystko czynimy z radością. Z konieczności cisza sióstr musiała być ciszą ich wnętrza, przez większość bowiem czasu wokół panował hałas i ruch. Aby umożliwić osiągnięcie prawdziwej ciszy wewnętrznej, Matka Teresa poleciła im praktykować: DZIEŃ III Spokój oczu Spokój oczu poprzez stałe zawsze i wszędzie poszukiwanie piękna i dobroci Boga, a zamknięcie ich na ułomności innych i na wszystko to, co grzeszne i co sieje w duszy niepokój. ♥ Powstrzymaj się od oglądania telewizji. Nie patrz na obrazy napełniające cię niepokojem. Poszukaj Bożego piękna w swoim otoczeniu; szczególnie w rodzinie. DZIEŃ IV Ciszę uszu poprzez stałe wsłuchiwanie się w głos Boga oraz w wołanie biednych i potrzebujących, zamknięcie ich zaś na wszelkie inne głosy płynące od Złego lub ułomnej natury ludzkiej, takie jak plotki, skargi bądź słowa wypowiadane bez miłosierdzia. ♥ Wyłącz radio. Nie zwracaj uwagi na plotki i obmowę. Nastaw uszu na Boga przemawiającego przez innych. DZIEŃ V Wyciszenie języka poprzez wielbienie Boga i głoszenie ożywczego Słowa Bożego Prawdy, która oświeca i daje natchnienie, przynosi pokój, nadzieję i radość; poprzez powstrzymywanie się od wypowiadania słów w obronie własnej, a także wszystkich słów, które rodzą mrok, zamęt, ból i śmierć. ♥ Niech twój język nie będzie powodem czyjegoś bólu. Doceń i pochwal swoich najbliższych: dzieci, współmałżonka, rodziców. Użyj daru mowy do okazania wdzięczności. DZIEŃ VI Wyciszenie umysłu poprzez otwarcie go na Prawdę i poznanie Boga w modlitwie i kontemplacji, na wzór Maryi, która rozważała w sercu cuda Pana; poprzez zamknięcie go na wszelkie kłamstwa, rozterki i myśli niosące zniszczenie: pochopne sądy, fałszywe podejrzenia, mściwość i pożądanie. Ciszę serca poprzez umiłowanie Boga całym sercem, duszą, umysłem i z całych sił; umiłowanie bliźniego tak, jak Bóg nas kocha; pragnienie tylko Boga, wyrzeczenie się zaś egoizmu, nienawiści, zawiści, zazdrości i zachłanności. ♥ Cisza umysłu jest niesłychanie trudna do osiągnięcia. Ale można ją osiągnąć miłując innych. Okaż współmałżonkowi miłość. Kethryn Spink Matka Teresa. Autobiografia autoryzowana; Katowice 2001 Chrześcijańskie życie prowadzi do pogłębiania wiary. Jest wielu świętych, którzy byli naszymi przewodnikami, ale ja najbardziej lubię świętych odznaczających się prostotą, jak święta Teresa z Lisieux, Mały Kwiatek Jezusa. Wybrałam ją sobie jako swoją imienniczkę, ponieważ wykonywała proste rzeczy z najbardziej niezwykłą miłością. Należy studiować i czytać utwory świętych i innych świętobliwych osób (moja ulubiona książka to i Ziarna pustyni Charlesa de Foucaulda), okazuje się jednak, że Bóg uczy nas wszystkiego, co jest nam potrzebne, dzięki naszej pracy i działalności, jak powiada siostra Dolores: Staramy się poświęcać czas na lekturę duchową. Bardzo lubię czytać dzieła świętych, które są zawsze pomocne, i wszystko na temat Najświętszej Matki Bożej - najlepszej z matek. Mamy jednak niewiele czasu, aby usiąść nad książką. Jest kilka dni, które świętujemy uroczyście, jak na przykład dzień świętego Franciszka i dzień świętej Teresy, a także 10. września, kiedy Bóg przemówił do Matki Teresy w pociągu jadącym do Darjeeling i wyraził prośbę, aby służyła najbiedniejszym z biednych. Szczerze mówiąc, nie potrzebuję czytać wielu książek, bo nieustannie zdobywam wiedzę od innych. Pacjenci chorzy na AIDS, przy których pracowałam w Nowym Jorku i Waszyngtonie, to współcześni święci, nowi święci Kościoła. Każdy spośród nich był postacią niezwykłą, a w miarę, jak przybliżali się do Jezusa, ostatnie dni, godziny i chwile ich życia miały w sobie tyle piękna, że stanowiły dla mnie opowieści z życia świętych". Modlitwa Wybaw mnie, o Jezu, Od pragnienia, abym był kochany, Od pragnienia, abym był wychwalany, Od pragnienia, abym był uhonorowany, Od pragnienia, abym był ceniony, Od pragnienia, abym był wyróżniony, Od pragnienia, abym by autorytetem, Od pragnienia, abym był akceptowany, Od pragnienia, abym się cieszył popularnością, Od pragnienia, abym nie został poniżony, Od pragnienia, abym nie został wzgardzony, Od pragnienia, abym nie cierpiał z powodu nagany, Od pragnienia, abym nie został oczerniony, Od pragnienia, abym nie został zapomniany, Od pragnienia, abym nie został skrzywdzony, Od pragnienia, abym nie został ośmieszony, Od pragnienia, abym nie został posadzony. Bóg jest wszędzie i we wszystkich, bez Boga nie możemy istnieć. Nigdy, nawet przez chwilę, nie zwątpiłam w istnienie Boga, ale wiem, że zdarza się to niektórym ludziom. Jeśli nie wierzysz w Boga, możesz pomagać innym okazując im miłość, a zaowocuje to specjalnymi łaskami, które wzbogacą twą duszę. A wtedy, stopniowo, zaczniesz się otwierać i zapragniesz radości, jaką daje miłość Boga. Wiele jest różnych religii i każda w sposób odrębny zmierza do Boga. Ja wyznaję Chrystusa: Jezus jest moim Bogiem, Jezus jest moim Oblubieńcem, Jezus jest moim Życiem, Jezus jest moją jedyną Miłością, Jezus jest moim Pragnieniem, Jezus jest dla mnie Wszystkim. DZIEŃ I - Lęk Dzięki temu nigdy nie lękam się niczego. Wykonuję swą pracę z Jezusem, wykonuję ją dla Jezusa, w imię Jezusa, dlatego rezultaty mojej pracy są Jego, nie moje. Jeśli potrzebujesz przewodnika, musisz tylko spojrzeć na Jezusa. Musisz poddać się i całkowicie na Nim polegać. Tylko wtedy znikną twoje wątpliwości i napełni cię głębokie zadowolenie. Jezus powiedział: Dopóki nie staniecie się dziećmi, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego". Siostra Theresina wyjaśnia to w następujący sposób: Pracujemy dla królestwa Bożego, poświęciłyśmy nasze życie królestwu Bożemu, a więc Bóg musi spełniać rolę naszego wyłącznego przewodnika. On nas prowadzi i opiekuje się nami. Nigdy, na przykład, nie tracimy wiary w Opatrzność Bożą, dlatego nie gromadzimy potrzebnych nam rzeczy, tylko posługujemy się tym, co otrzymujemy. Sądzę, że dzięki temu będzie nas zawsze wspierać błogosławieństwo Boże, zwłaszcza wtedy, kiedy nie ulegniemy lekkomyślności i chęci zabezpieczenia się na przyszłość, a żyć będziemy dniem dzisiejszym. Potrzebne jest nam przystosowanie - kiedy wkracza Bóg, wszystko staje się łatwe, bez Jego udziału napotykamy na trudności. Musimy naprawdę słuchać zaproszenia, jakie Bóg do nas kieruje, a manifestuje się ono w różny sposób". ♥ W jaki sposób odczułeś opatrzność Bożą w przeszłości? Co twoja rodzina zawdzięcza szczególnej Bożej opiece? Przypomnij sobie te zdarzenia i podziękuja za nie Bogu. DZIEŃ II Zawierzenie Bogu Siostra Kateri opisuje w poniższym fragmencie, co odczuwa człowiek, który w swoim życiu zawierzy Bogu: Prawdziwe zawierzenie Opatrzności Bożej daje poczucie wolności. Staramy się żyć chwilą obecną, nie troszcząc się o jutro, choć wszelkie planowanie jest elementem odpowiedzialności. Są ludzie, którzy planują życie już na następny rok, nam się to nigdy nie zdarza. Bywa i tak, że ludzie nawet nie biorą pod uwagę wykonywania czegoś, ponieważ nie zostało to z góry zaplanowane. My się nad tym w ogóle nie zastanawiamy. Staramy się przynajmniej podjąć próbę działania i najczęściej efekt jest pomyślny". ♥ Miej dzisiaj czas na beztroską spontaniczność w spędzaniu czasu z współmałżonkiem i rodziną. DZIEŃ III Oddanie Bogu Pozwól, by Jezus posługiwał się tobą bez uprzedniego uzgadniania. My pozwalamy, aby brał od nas wszystko, co jest Mu potrzebne, i oddajemy to z radosnym uśmiechem. Przyjmuj, co ci Bóg ofiarowuje, i odpłacaj głęboką wdzięcznością. Jeżeli Bóg obdarował cię wielkim bogactwem, staraj się to dobrze spożytkować, podziel się z innymi, a zwłaszcza z Tymi, którzy nic nie posiadają. Zawsze staraj się dzielić z innymi, bo nawet niewielka pomoc może ich ocalić od rozpaczy. I pamiętaj, abyś nie zdobywał więcej, niż potrzebujesz. Akceptuj to, co ci przypada w udziale. ♥ Czy jest coś, czym nie chcę dzielić się z moją rodziną? Ofiaruj dzisiaj coś innym co jest wyjątkowo twoje. Może to być rzecz materialna albo rezygnacja z czasu zerezerwowanego tylko dla ciebie. DZIEŃ IV Siła do wytrwania Siostry w Nowym Jorku od lat otrzymują wiele pomocy od pewnego dentysty, który nazywa się Mark. Kiedyś opowiedział nam następującą historię;, która ilustruje mój punkt widzenia dotyczący akceptacji: Wierzę, że wszystko jest wspaniałe, takie, jakie jest; problem polega tylko na tym, w jaki sposób na to patrzę. Pamiętam, że kiedyś rozmawiałem z jedną z sióstr. Moja żona była wtedy w ciąży, podczas której wyłoniły się komplikacje i zagrażało jej poronienie. Nagle ogarnęła mnie myśl, że będę się modlił, aby dziecko urodziło się zdrowe. Wkrótce jednak zdałem sobie sprawę, że moja modlitwa nie była właściwa. Powinienem w niej prosić Boga o siły do zaakceptowania tego, co Bóg nam przeznaczy". ♥ Czy akceptujesz swoją rodzinę taką jaka jest? Podziękuj współmałżonkowi za to co cię w nim najczęściej denerwuje. DZIEŃ V Przede wszystkim miłość Zadaniem naszym jako misjonarek miłości jest udzielanie pomocy w każdej postaci i formie najnędzniejszym z biednych; człowiek w potrzebie to dla nas zawsze Chrystus przeobrażony w rozpaczliwego nędzarza. Nie przyjmujemy ani jednej rupii za naszą pracę, ponieważ pracujemy dla Jezusa. On się nami opiekuje. Kiedy pragnie, aby coś zostało wykonane, zawsze nas wspomaga. A kiedy nie udziela nam wsparcia, to znaczy, że nie chce, abyśmy daną pracę wykonały. Dotyczy to każdego, czy jest misjonarką miłości, czy jest kimś innym, a ojciec Bert White tak to objaśnia: Uważam, że w dążeniu do pieniędzy i pomnażania majątku człowiek kroczy drogą wiodącą do świata zmaterializowanego, pragnie mieć Dużo i Więcej, sięga coraz Wyżej. Staje się to programem życia, a wtedy wiara ulatuje jak przez okno. Potrzebna jest wiara i ufność w istnienie Boga wiara, że wszystko się dobrze ułoży. Nie ma dwóch światów fizycznego i duchowego - jest tylko jeden świat. Królestwo Boże na ziemi, takie samo jak w niebie. Modlimy się: «Ojcze nasz, któryś jest w niebie», przekonani, że Bóg jest tam, wysoko, co stwarza dwoistość tych światów. Dużo ludzi na Zachodzie chętnie, dla własnej wygody i komfortu, wytwarza podział między materią i duchem. Jest tylko jedna prawda, jest tylko jedna rzeczywistość. I do niej w momencie kiedy wcielamy się w Boga, a dla chrześcijan oznacza to wcielenia w Jezusa Chrystusa, zaczynamy mieć naprawdę poważny stosunek". ♥ Podziękuj współmałżonkowi za wszystko co wykonuje w domu. Jest to wielki ogrom pracy bez wynagrodzenia, która często uchodzi bez zauważenia i docenienia. DZIEŃ VI - Wybór Wszyscy jesteśmy w stanie czynić dobro i zło. Nie przychodzimy na świat niosąc ze sobą zło. W każdym tkwi coś dobrego. Niektórzy to ukrywają, inni sobie lekceważą, ale mimo to w każdym jest dobro. Bóg stworzył nas, abyśmy kochali i byli kochani, i Bóg wystawia nas na próbę, którą z tych dróg wybierzemy. Każde zlekceważenie miłości może sprawić, że powiemy tak" złu, a kiedy się to stanie, zło może się rozprzestrzenić w sposób dla nas niewyobrażalny. Jest to smutna rzeczywistość. Jeśli ktoś wybiera zło, powstaje między nim a Bogiem przeszkoda i osoba obarczona złem nie jest w stanie zobaczyć Boga wyraźnie. Dlatego musimy unikać wszelkiego rodzaju pokus, które w końcu nas zniszczą. Poprzez modlitwę zdobywamy siły, aby nie ulegać złu, zaś bliskość Boga pozwala nam szerzyć radość i miłość pośród wszystkich, którzy nas otaczają. ♥ Wykonaj bezinteresowny uczynek w pracy, w domu, lub gdzieś indziej. Bądź dobry bez powodu, nie oczekując w zamian żadnej nagrody czy nawet pochwały. Matka Teresa Prosta Droga W-wa 1996 Świętość polega na tym, aby z radosnym sercem wypełniać wole Boga... Pierwszym krokiem do świętości jest pragnienie stania się świętym. Tylko stanowczą, zdecydowaną wolą miłujemy Boga, wybieramy Boga, dążymy do Boga, zbliżamy się do Niego i zdobywamy Go. Świętość nie jest luksusem zarezerwowanym dla nielicznych,
lecz zwykłym zadaniem stojącym przed tobą i przede mną;
tak więc bądźmy święci jak nasz Ojciec w niebie
jest święty. Matka Teresa z Kalkuty uczy nas ... Ludzie są nieracjonalni, DZIEŃ I - Wierność w małych rzeczach Nic, z wyjątkiem Bożej obecności, nie może nas uczynić świętymi... Dla mnie zaś obecność Boża zawiera się w wierności drobiazgom.
♥ Pomóż współmałżonkowi w obowiązkach, które normalnie są jego. Włóż w to całą swoją uwagę i dobrą wolę. DZIEŃ II - Nieść prawdę jako światło miłości Winniśmy stać się świętymi, lecz nie dlatego, że chcemy czuć się święci, ale dlatego, że Chrystus powinien żyć pełnią Swego życia w nas. Winniśmy odzwierciedlać w sobie pełnię miłości, pełnię wiary, pełnię czystości... Modlę się o to, aby każdy z was stał się świętym i rozlewał w ten sposób, wszędzie gdzie się znajdzie, Bożą miłość. Oby światło Jego prawdy rozświetlało życie wszystkich ludzi, aby w ten sposób Bóg mógł nadal kochać świat tak poprzez was jak i przeze mnie. ♥ W jaki sposób możesz być Chrystusem dla rodziny w swoim domu? W pracy? Wykonaj czynności zarezerwowane dla gorszych od ciebie, takie których normalnie być nie wykonywał. DZIEŃ III - Co zrobić z nadmiarem pieniędzy? Kiedy posiadamy dużo pieniędzy tracimy kontakt z Bogiem... Co można zrobić z nadmiarem pieniędzy? Umieścić je w banku? Nie powinniśmy nigdy przyzwyczajać się do troszczenia o własną przyszłość. Nie ma ku temu żadnych powodów: jest przecież Bóg. Kiedy pojawia się w nas pragnienie pieniędzy, w ślad za nim pojawia się pragnienie tego wszystkiego, czego pieniądze mogą dostarczyć: przedmiotów zbytku, pięknych mieszkanek, luksusowych dań na naszym stole, większej ilości ubrań, osób, które nas będą podziwiały, itd. Nasze potrzeby zaczną rosnąć, a skoro jedno pociąga za sobą drugie, konsekwencją będzie nieustanny brak zadowolenia. ♥ Podziel się pieniędzmi z potrzebującymi. Może to być biedny na ulicy lub organizacja prosząca cię o pomoc. DZIEŃ IV - Przyduszeni dobrami materialnymi Tu w Ameryce... tak łatwo zostać przyduszonym poprzez dobra materialne. Kiedy bowiem zaczniemy już je posiadać, musimy zacząć się o nie troszczyć. Nie mamy wtedy nawzajem dla siebie czasu, ani nie mamy czasu dla ubogich. Musimy nauczyć się dawać ubogim w sposób nieskrępowany... Pieniądze są użyteczne tylko wtedy, jeśli służą głoszeniu miłości Chrystusa. Pieniądze mogą się przydać dla nakarmienia głodnego Chrystusa. On jednak jest głodny nie tylko chleba, ale także miłości, obecności, ludzkiego ciepła...
Im bardziej ogołacamy się z siebie samych, tym więcej dajemy miejsca Bogu, by mógł nas wypełnić. Im bardziej zapominacie o sobie samych, tym bardziej Jezus będzie pamiętał o was. Im bardziej odrywacie się od swoich spraw, tym bardziej przenika je Jezus... Nie liczy się ile "mamy" do ofiarowania, lecz stopień naszego ogołocenia z siebie, abyśmy mogli przyjąć Go w pełni w nasze życie i pozwolić Mu, by żył w nas.
♥ Jeżeli masz taką możliwość ofiaruj swój czas bedomnym. Zaproś kogoś na lunch. Zatrzymaj się przy proszącym cię o pieniądze. DZIEŃ V - Marnotrawstwo środków "Czy zdarza się, że Matka czasami się gniewa?", "Czy Matka Teresa jest czasami sfrustrowana?", takie pytania postawił jeden z dziennikarzy.
Czy Bóg zbankrutuje w Nowym Jorku? Nie mam zamiaru pracować po to, by stanąć na czele jakiegoś przedsiębiorstwa, lecz by trwać w dziele miłości. Chcę, byście mieli całkowitą ufność w to, że Bóg nigdy nie pozwoli nam na klęskę. Złapcie Go za słowo: Szukajcie najpierw Królestwa Bożego, a cała reszta będzie wam przydana. Radość, pokój, jedność są o wiele ważniejsze od pieniędzy. Jeśli Bóg zechce, bym cokolwiek uczyniła, da mi odpowiednie środki, bym to wykonała. Odrzuciłam propozycję Kardynała Cooke'a: pięćset dolarów miesięcznie dla każdej Siostry, która będzie chciała pracować w Harlemie. Odpowiedziałam mu: "Czy Eminencja sądzi, że Bóg zbankrutuje w Nowym Jorku?"... Pieniądze... Nie myślę o nich. Zawsze się znajdą. Pan nas posyła. Wykonujemy Jego pracę. On zapewnia nam środki. Jeśli nie zapewnia nam środków, to znaczy że nie chce od nas tej pracy, więc po co się kłopotać? ♥ Czy w twoim domu są marnotrawione środki materialne przydatne innym? Przygotuj paczkę dla jakiejś organizacji pomagającej biednym. Podziel się swym dobytkiem z potrzebującymi. DZIEŃ VI - Pragnienie czynienia czegoś innego Jeśli praca jaka została wam powierzona, jest naprawdę wam przeznaczona, powinniście wykonywać ją całym sercem. Możecie przyczynić się do dzieła zbawienia tylko wtedy gdy uczciwie i rzeczywiście współpracujecie z Bogiem. Nie liczy się ilość waszych uczynków, ale stopień miłości, uczciwości i wiary jakie w nie wkładamy. Bez znaczenia jest to, co wykonujemy. Tego, co wy robicie ja nie mogę wykonywać, a tego co ja czynię, wy uczynić nie możecie. Jednak my wszystkie i każda z nas, czynimy to, do czego przeznaczył nas Bóg. Tylko czasami o tym zapominamy i spędzamy więcej czasu na przypatrywaniu się innym i wymyślaniu sobie innych zadań. ♥ Dzisiaj w szczególny sposób przyłóż się do tych czynności w pracy lub w domu, które zazwyczaj wykonujesz machinalnie i niedbale. Najcięższą chorobą na Zachodzie nie jest gruźlica ani trąd, lecz brak miłości, troski, poczucie, że jesteśmy nikomu niepotrzebni. Fizyczne dolegliwości możemy leczyć różnymi medykamentami, ale osamotnienie, rozpacz i brak nadziei możemy leczyć tylko miłością. Niemało ludzi na świecie umiera z braku kromki chleba, znacznie więcej jednak umiera z braku miłości. Ubóstwo na Zachodzie jest specyficznym rodzajem ubóstwa to nie tylko ubóstwo spowodowane samotnością, ale także brakiem duchowego życia. Głód miłości jest taki sam, jak głód Boga. Nie sposób zaspokoić tej potrzeby bez wsparcia, jakim jest łaska Boża. Siostra Dolores i siostra Kateri tak wypowiadają się na ten temat: Przede wszystkim musimy być obdarzeni miłością Boga, dopiero wtedy możemy ją przekazywać innym. Jeżeli chcemy otaczać miłością innych, sami musimy być pełni miłości. Bóg działa w ten sposób. To On inspiruje nas do naszej działalności, a kiedy odczuwamy Jego miłość, wtedy nią emanujemy. Miłość Jego nie ma granic". Istnieje tylko jedna miłość, a jest nią miłość Boga. Kiedy pokochamy Boga najgłębszą miłością, będziemy kochać w równym stopniu naszego sąsiada, bo im większą miłością będziemy darzyć Boga, tym większy szacunek żywić będziemy do wszystkiego, co stworzył, tym łatwiej rozpoznamy i docenimy wszelkie dary, jakimi nas obsypuje. I oczywiście pragniemy otaczać te dary najwyższą troską. Bóg stworzył świat ku radości wszystkich istot ludzkich - tylko trzeba dostrzegać wokoło Jego dobroć, Jego troskę o nas, Jego wrażliwość na nasze potrzeby - połączenia telefoniczne, na które czekaliśmy, środki transportu, które zostały nam zaoferowane, listy przekazywane pocztą - to właśnie te wszystkie drobne udogodnienia, które Bóg zapewnia nam przez cały dzień. Patrząc z nadzieją w przyszłość pamiętajmy, aby Mu dziękować, a kiedy pamiętamy i dostrzegamy miłość, jaką nas otacza, wtedy i my zaczynamy Go kochać coraz goręcej, bo przecież tyle trudu dla nas poświęca - nie sposób się oprzeć tej miłości. Nie wierzę, by istniało w życiu coś takiego, jak uśmiech losu; zawsze jest to dzieło Bożej miłości - On sam. Kiedy zdacie sobie sprawę z tego, jak bardzo kocha was Bóg, wtedy będziecie mogli żyć i promieniować tą miłością. Zawsze twierdzę, że miłość zaczyna się w domu: najpierw w rodzinie, potem w waszym miasteczku albo wielkim mieście. Nietrudno kochać ludzi, którzy są od nas daleko, trudniej kochać tych, z którymi współżyjemy albo którzy w pobliżu nas przebywają. Nie akceptuję wielkich czynów na skalę ogólną - trzeba zaczynać od miłości jednostki. Chcąc kogoś pokochać, trzeba nawiązać kontakt z tą osobą, zbliżyć się do niej. Każdy potrzebuje miłości. Każdy musi mieć świadomość, że jest potrzebny i że jest ważny dla Boga. Jezus powiedział: Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem", a także: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40). Powiedział także: Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie" (Mt 25,35.36). DZIEŃ I Ciepło naszej dłoni Miłość nie jest protekcjonalna, a miłosierdzie nie jest współczuciem, tylko miłością. Miłosierdzie i miłość to jedno - wraz z miłosierdziem przekazujemy miłość, nie dawaj więc pieniędzy, ale podaj swą dłoń. Kiedy byłam w Londynie, odwiedziłam bezdomnych ludzi, miejsce, w którym nasze siostry gotują zupy. Pewien mężczyzna, który mieszkał w kartonowym pudle, chwycił mnie za rękę mówiąc: Dawno już nie czułem ciepła ludzkiej dłoni". Mary, jedna z naszych wolontariuszek, ma więcej spostrzeżeń związanych z docieraniem do ludzi: Przekonałam się, że praktyczna pomoc może w gruncie rzeczy przygnieść człowieka, jeżeli pozbawiona jest miłości. Każdy broni się przed pomocą udzielaną z obowiązku. Przekonałam się również, że nawiązywanie kontaktu z ludźmi, którzy przychodzą, powinno się odbywać stopniowo, w sposób zorganizowany, choćby przez włączenie się tych ludzi do pomocy siostrom w kuchni. Poza tym nie należy poświęcać nadmiernie dużo czasu rozdawaniu jedzenia i zmywaniu talerzy, lepiej zamienić z kimś parę słów, usiąść obok i okazać bezpośrednie zainteresowanie. Sporo osób ma przy sobie fotografie, można więc wyrazić ochotę, aby je obejrzeć... zażartować ze stylu uczesania... wiele jest różnych sposobów. ♥ Dzisiaj zanim wejdziesz do domu zatrzymaj się chwilkę i zastanów się nad tym, że teraz dopiero zaczyna się najważniejszy czas twojego dnia. Tu jest twoje miejsce jako współmałżonka, ojca lub matki i nikt nie jest w stanie ciebie tutaj zastąpić. Niech to będzie Twój czas z rodziną i wasz czas z Panem Bogiem. DZIEŃ II - Kontakt Jakże ważny jest przejaw zainteresowania choćby za pomocą prostego pytania: «Czy smaczna była zupa?» Zamiast stać w kuchni i zmywać naczynia, można przyjąć rolę osoby zbierającej talerze. Jeżeli z początku stwarza to pewne trudności, lepiej to robić jakby krok po kroku -ktoś, na przykład, stoi lub siedzi samotnie albo się przechadza, wtedy można skorzystać z nadarzającej się okazji i starać się nawiązać kontakt". A oto inna opowieść, także siostry Mary, która wskazuje również taki sposób nawiązania kontaktu z ludźmi w potrzebie: Jakiś czas temu grupka naszych sióstr pojechała do Albanii i odwiedziła pracujące tam siostry. Dowiedziałyśmy się o domu dla upośledzonych dzieci, więc wybrałyśmy się tam - było to przerażające miejsce. Oczywiście zewsząd przybywały wielkie ładunki artykułów wszelkiej potrzeby, ale okoliczna ludność natychmiast wszystko rozchwytywała, bo również była w potrzebie. Jednocześnie ze zdumieniem zauważyłam, że nadsyłane paczki z jedzeniem czy innymi środkami pomocy lokowane były w magazynach i nie przeznaczane dla potrzebujących. Wkrótce wybrałyśmy się tam ponownie ze skrzynką jabłek i rozdałyśmy je dzieciom bezpośrednio do rąk, ponieważ wiedziałyśmy, że gdybyśmy pozostawiły całą skrzynkę, najprawdopodobniej najbliżsi sąsiedzi zabraliby jabłka dla swoich dzieci, a sieroty nic by nie dostały". Miłość pozbawiona jest znaczenia, jeśli nie jest przekazywana innym. Miłość musi być wprowadzana w czyn. Kochać należy bez oczekiwania na odwzajemnienie, z czystej potrzeby miłości. Jeśli spodziewamy się czegoś w zamian, wtedy nie jest to miłość, ponieważ prawdziwa miłość nie stawia żadnych warunków, nie oczekuje wdzięczności. ♥ To jest naprawdę bardzo ważne i proszę popracuj nad propozycją z dnia pierwszego jeszcze raz. Oby stało się to naszym przyzwyczajeniem. DZIEŃ III Być dla& Brat Geoff, przełożony generalny braci misjonarzy miłości, również wypowiada się na temat najlepszego sposobu przekazywania miłości: Kiedy ludzie, którzy już przywykli do faktu, że zostali odrzuceni i opuszczeni przez wszystkich, doświadczą akceptacji i miłości od innych, kiedy widzą, że ktoś poświęca im swój czas i siły, staje się to dla nich przesłaniem, że, mimo wszystko, nie są tylko obiektem wzgardy. Miłość, oczywiście, przejawia się najpierw we wspólnym przebywaniu, a dopiero potem w czynach. Musimy w tym zakresie zachowywać szczególną czujność, ponieważ łatwo może nas pochłonąć ogrom aktywności. Jeżeli pierwszą motywacją waszej pracy nie jest pragnienie, aby być razem z daną osobną, wtedy praca ta staje się działalnością społeczną. Kiedy chcecie być razem z jakimś biedakiem, bo wyczuwacie w nim potrzebę kontaktu, a jednocześnie wasza miłość jest uczuciem prawdziwym, wszystko, co dla tej osoby robicie, jest przekazem waszej miłości. Wszelka posługa jest po prostu środkiem wyrazu waszego istnienia dla tej osoby - a często jesteście w stanie przynieść ulgę tym najbiedniejszym i najbardziej cierpiącym tylko swoją obecnością, uświadomieniem im, że dla nich jesteście, i dopiero potem to wszystko, co możecie uczynić dla ich dobra, nabiera właściwego znaczenia. ♥ Dzisiaj poświęć 100% swojej uwagi twojemu współmałżonkowi lub dziecku. DZIEŃ IV Przeciw samotności biedy Przytaczam słowa i przykłady, jakimi posługują się siostra Dolores, brat Geoff i wolontariuszka (Linda) na temat tego właśnie rodzaju miłości w działaniu. Na Zachodzie spotykamy bardzo dużo ludzi osamotnionych. Większość z nich pragnie tylko, aby ktoś z nimi posiedział, pobył z nimi, uśmiechnął się, ponieważ często nie mają rodziny i żyją samotnie, w izolacji. Pracowałam w jednym z naszych domów nowojorskich przez cały rok; starałyśmy się tam, korzystając z różnych okazji, organizować spotkania towarzyskie i gromadzić tych ludzi, aby mogli poznać się i spędzić ze sobą wspólne chwile. Okazało się, że potem z radością oczekiwali takich spotkań. Urządziłyśmy specjalnie dla nich dzień uroczysty przygotowałyśmy dobry obiad, upiekłyśmy ciasto -a sam fakt, że wyszli z domu i znaleźli się w otoczeniu innych ludzi, wniósł trochę szczęścia w ich życie. W naszych kuchniach, w których rozdajemy zupę, zjawiają się również ludzie z rozmaitymi dewiacjami. Przychodzą, aby się pożywić, ale wielu z nich nawet nie tknie posiłku. Chcą po prostu posiedzieć jakiś czas w atmosferze spokoju i ciszy, a po wspólnej modlitwie czy jakiejś innej wspólnie spędzonej chwili oddalają się. Większość osób przychodzi nie tylko po to, aby zjeść zupę; pragnie kontaktu, potwierdzenie własnej godności, poczucia, że są kochani, że nikt ich nie odtrąca, a wtedy pokój napełnia ich serca. Najbardziej istotny jest dla nich osobisty kontakt". ♥ Dzisiaj miej czas aby usiąść ze swoim współmałżonkiem i spokojnie bez pośpiechu wypić filiżankę herbaty lub kawy. Poświęćcie sobie dużo skoncentrowanej uwagi. Zapal święczkę, przygotuj gorącą kąpiel, albo jeśli masz taką możliwość wyjdż razem na randkę. Najważniejszy jest osobisty kontakt z drugą osobą. DZIEŃ V - Przesłanie Przesłanie, jakie staramy się przekazywać najbiedniejszym z biednych, ma następujący charakter: Nie możemy rozwiązać waszych problemów, ale Bóg was kocha, mimo że jesteście upośledzeni, dotknięci trądem albo alkoholizmem. Bez względu na to, czy zostaniecie wyleczeni z choroby, czy nie, Bóg kocha was jednakowo, a my jesteśmy po to, aby wyrazić tę miłość. Przed kaplicą Domu Matki mamy tabliczkę z tekstem następującej treści ułożonej przez ojca Edwarda Le Joly po naszej rozmowie w 1977 roku i wyjaśniającej dokładnie, na czym polega nasza praca: Jesteśmy tutaj nie dla pracy, lecz dla Jezusa. Wszystko, co robimy, robimy dla Niego. Przede wszystkim jesteśmy ludźmi wiary; nie uprawiamy działalności społecznej, nie jesteśmy nauczycielkami, pielęgniarkami ani lekarkami, jesteśmy siostrami głębokiej wiary. Służymy Jezusowi przeobrażonemu w nędzarza. Pielęgnujemy Go, karmimy, odziewamy, pocieszamy Go, przeistoczonego w nędzarza, porzuconego, chorego, osieroconego, spoczywającego na łożu śmierci. Wszystko, co robimy - nasza modlitwa, praca, nasze cierpienie - robimy i znosimy dla Jezusa. Nie ma w naszym życiu żadnych innych racji ani motywów. Jest to dla wielu ludzi niepojęte". ♥ Owocem wiary jest miłość. Miłość w naszym małżeństwie, miłość w naszej rodzinie. Umiejmy poświęcić czas dla każdego z naszych dzieci. Niech to będzie czas naszej pełnej uwagi dla każdego dziecka, pobawmy się, posiedźmy z nim, albo może zaplanujmy sobie wspólne wyjście z dzieckiem. Postarajmy się poświecić trochę czasu i uwagi każdemu z naszych dzieci. DZIEŃ VI Miłość aż do bólu Musimy rozwijać w sobie miłość, a w tym celu musimy kochać coraz goręcej i dawać z siebie coraz więcej, aż do bólu - tak jak czynił to Jezus. Dokonywać zwyczajnych czynów z niezwykłą miłością - troszczyć się o chorych i bezdomnych, osamotnionych i niechcianych, myć ich i sprzątać otoczenie, w jakim przebywają. Trzeba dawać z siebie wszystko, kosztem własnego wyrzeczenia. Wtedy przestaje to być ofiarą, bez której możesz się obyć, a staje się ofiarą, bez której żyć nie możesz albo bez której żyć nie chcesz. Staje się czymś, co naprawdę lubisz. A twój dar ofiary będzie wielką wartością dla Boga. Każda ofiara jest pożyteczna, jeśli wypływa z miłości. Dawanie aż do bólu - poświęcenie - nazywamy miłością w działaniu. Ten rodzaj miłości widzę codziennie - w dzieciach, mężczyznach i kobietach. Szłam kiedyś ulicą, gdy podszedł do mnie żebrak mówiąc: Matko Tereso, każdy coś ci daje, ja też chcę dać. Dzisiaj uzbierałem przez cały dzień 29 pajsów, które chciałbym ofiarować od siebie". Przez chwilę myślałam: Jeśli przyjmę te pieniądze (29 pajsów to bardzo niewiele), nie będzie miał co jeść tego wieczoru, ale jeśli nie przyjmę, sprawię mu przykrość. Wyciągnęłam rękę i wzięłam te pieniądze. Trudno sobie wyobrazić radość, jaką dostrzegłam na jego twarzy, że on, żebrak, mógł także wspomóc Matkę Teresę. Było to wielkie poświęcenie ze strony biedaka, który siedział przez całydzień w słońcu i uzbierał tylko 29 pajsów. Było to bardzo piękne. Za 29 pajsów nic kupić nie mogłam, ale skoro mi ofiarował, a ja je przyjęłam, ta maleńka suma miała dla mnie wartość paru tysięcy pajsów, ponieważ została mi przekazana z głębi serca. Niedawno odbył się w pobliżu nas ślub młodej pary. Młodzi postanowili, że będzie to prosty ślub -ona ubrana była w bawełniane sari i tylko rodzice wręczyli im prezenty, a wszystkie pieniądze, jakie musieliby wydać na huczne wesele, które w Indiach odbywa się bardzo uroczyście, nam przekazali. Swoją miłością ogarnęli też ubogich. Podobne przypadki zdarzają się codziennie. Kiedy stajemy się biedni, kiedy kochamy aż do bólu, nasza miłość staje się głębsza, piękniejsza i pełna. Nasza wolontariuszka, Sara, opisuje przykłady takiej miłości, z jakimi spotkała się pracując w jednym z naszych domów w San Francisco: Przez miłość aż do bólu rozumiem miłość przekazywaną nawet wtedy, kiedy się nie rozumie sytuacji, ludzi, niczego. Znacznie łatwiej jest o tym mówić, niż wprowadzać w czyn, ale zdarzają się takie chwile, kiedy potrafię to realizować. Nawiązywanie bliskich kontaktów z ludźmi łączy się często z przykrymi uczuciami. Kiedy jeden z naszych mieszkańców (Chris) zmarł, przeżyłam to bardzo głęboko. Nie chciałam wrócić - przez dwa albo trzy tygodnie nie mogłam się na to zdobyć. Wstawałam rano, szykowałam się do wyjścia i zostawałam w domu. Spotkałam się z pełnym zrozumieniem ze strony sióstr. To mi zresztą bardzo pomogło, bo ani mnie nie osądzały, ani nie potępiały. Powiedziały tylko W porządku, wrócisz, gdy sama uznasz, że możesz wrócić". Kiedy pogrążyłam się w bólu po śmierci Chrisa, siostry wyjaśniły mi: Ten dom przeznaczony jest dla umierających. Nasze łzy świadczyłyby o egoizmie, oznaczałoby to bowiem, że myślimy o sobie, a nie o tym, gdzie ci ludzie przebywają - są z Bogiem. Powinnyśmy cieszyć się ich szczęściem. Taki właśnie siostry mają stosunek do śmierci. ♥ Odmów sobie lunch w pracy lub czegoś innego. Zaoszczędzone w ten sposób drobne pieniądze przekaż potrzebującym. Najcięższą chorobą na Zachodzie nie jest gruźlica ani trąd, lecz brak miłości, troski, poczucie, że jesteśmy nikomu niepotrzebni. Fizyczne dolegliwości możemy leczyć różnymi medykamentami, ale osamotnienie, rozpacz i brak nadziei możemy leczyć tylko miłością. Niemało ludzi na świecie umiera z braku kromki chleba, znacznie więcej jednak umiera z braku miłości. Ubóstwo na Zachodzie jest specyficznym rodzajem ubóstwa to nie tylko ubóstwo spowodowane samotnością, ale także brakiem duchowego życia. Głód miłości jest taki sam jak głód Boga. Nie sposób zaspokoić tej potrzeby bez wsparcia, jakim jest łaska Boża. Kiedy zdacie sobie sprawę z tego, jak bardzo kocha was Bóg, wtedy będziecie mogli żyć i promieniować tą miłością. Zawsze twierdzę, że miłość zaczyna się w domu: najpierw w rodzinie, potem w waszym miasteczku albo wielkim mieście. Nietrudno kochać ludzi, którzy są od nas daleko, trudniej kochać tych, z którymi współżyjemy albo którzy w pobliżu nas przebywają. Nie akceptuję wielkich czynów na skalę ogólną trzeba zaczynać od miłości jednostki. Chcąc kogoś pokochać, trzeba nawiązać kontakt z tą osobą, zbliżyć się do niej. Każdy potrzebuje miłości. Każdy musi mieć świadomość, że jest potrzebny i że jest ważny dla Boga. Jezus powiedział: "Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem", a także: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40). Powiedział także: " Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie" (Mt 25, 35. 36). Zawsze przypominam siostrom i braciom, że nasz dzień składa się z 24 godzin, które spędzamy z Jezusem. Przed przystąpieniem do swojej pracy apostolskiej każda misjonarka miłości czy misjonarz odmawiają następującą modlitwę, która odmawiana jest również przez personel lekarski w Shishu Bhavan, domu dla dzieci w Kalkucie: Drogi Boże, Wielki Uzdrowicielu, klękam przed
Tobą, DZIEŃ I - Wierność w małych rzeczach Nic, z wyjątkiem Bożej obecności, nie może nas uczynić świętymi... Dla mnie zaś obecność Boża zawiera się w wierności dobiazgom. Możemy nie dokonywać wielkich czynów - tylko małe, ale z wielką miłością. Nasze Siostry dokonują małych uczynków: pomagają dzieciom, odwiedzają osoby samotne, chorych, odrzuconych. Kiedy ktokolwiek zarzuca mi, że Siostry nie podjęły się żadnej wielkiej pracy, że wykonują tylko drobne zadania, odpowiadam mu, że wystarczyłoby gdyby pomogły choć jednej osobie. Jezus także umarłby gdyby potrzebowała tego choć jedna osoba, choć jeden grzesznik. ♥ Umiejmy małe rzeczy wykonywać z miłością i świadomością jak ważne jest to, ile miłości w to wkładamy. Niech nasze spotkanie z rodziną będzie przeżyte ze świadomoscią, że tutaj jesteśmy najbardziej potrzebni. DZIEŃ II - Ubodzy są nadzieją tego świata Ubodzy są darem od Boga; są oni naszą miłością. Chrystus nie będzie pytał nas o to ile pracy wykonaliśmy, lecz o to ile miłości włożyliśmy w naszą pracę. Istnieje wiele osób, które są ubogie w pojęciu duchowym. To duchowe ubóstwo, które panuje w Europie i w Ameryce stanowi ciężkie brzemię. W tych krajach, bardzo trudną rzeczą jest wskazanie jakiegoś znaczenia w pojęciu Bożej miłości. "Nadzieję" stanowią ubodzy. Nauczyli nas innego sposobu miłowania Boga, zmuszając nas do tego, byśmy uczynili wszystko, co możliwe, aby im pomóc. ♥ Nie moje spotkanie ze współmałżonkiem i dziećmi po pracy było przeżyte ze świadomością, że Pan Jezus jest tu obecny. DZIEŃ III - Dowodem miłości są uczynki Miłość nie polega na słowach i słowa nie mogą jej wytłumaczyć - jest to szczególnie prawdziwe w stosunku do tej miłości, która Jemu służy, która od Niego pochodzi... Winniśmy dotrzeć aż do serc, a po to, by dotrzeć do serc tak, jak się powinno, musimy wiedzieć, że dowodem miłości są uczynki... Być może zwykły uśmiech, odwiedziny, czy po prostu rozpalenie komuś ognia w piecu, napisanie listu za niewidomego, przyniesienie kilku kawałków węgla, znalezienie pary butów, poczytanie komuś, te wszystkie drobne rzeczy, tak naprawdę te wszystkie drobiazgi, będą naszym sposobem wyrażenia Bożej miłości w czynie. ♥ Dzisiaj zrób dla swego współmałżonka coć co może szczególnie wyrazić twoją miłość. DZIEŃ IV - Nadzwyczajne rzeczy z nadzwyczajną miłością Uczcie wasze dzieci modlitwy i módlcie się wraz z nimi. Jezus stał się Chlebem Życia, po to, by dać nam swoje życie, abyśmy stali się podobni Bogu. Od tej pory, stawajmy się świętymi na podobieństwo Jezusa, pełnymi współczucia, pokory wobec siebie nawzajem, gdyż miłując siebie nawzajem, Jego miłujemy. A w jaki sposób kochamy? Nie poprzez wielkie dzieła, lecz w małych uczynkach, którym towarzyszy wielka miłość. Gdy Mały Kwiatuszek - św. Teresa z Lisieux, została kanonizowana, Ojciec Święty powiedział: "Czyniła nadzwyczajne rzeczy z nadzwyczajną miłością". ♥ Dzisiaj z całą rodziną usiądźmy wieczorem i pomódlmy się jakąś specjalną modlitwą. Może to być dziesiątek różańca, Koronka do Miłosierdzia Bożego w intencji miłości w naszej rodzinie, lub inne. DZIEŃ V - Pragnienie czynienia czegoś innego Jeśli praca jaka została wam powierzona, jest naprawdę wam przeznaczona, powinniście wykonywać ją całym sercem. Możecie przyczynić się do dzieła zbawienia tylko wtedy gdy uczciwie i rzeczywiście współpracujecie z Bogiem. Nie liczy się ilość waszych uczynków, ale stopień miłości, uczciwości i wiary jakie w nie wkładamy. Bez znaczenia jest to, co wykonujemy. Tego, co wy robicie ja nie mogę wykonywać, a tego co ja czynię, wy uczynić nie możecie. Jednak my wszystkie i każda z nas, czynimy to, do czego przeznaczył nas Bóg. Tylko czasami o tym zapominamy i spędzamy więcej czasu na przypatrywaniu się innym i wymyślaniu sobie innych zadań. ♥ Podziękujmy dzisiaj za naszą pracę, za to co wykonujemy. Wypiszmy na kartce jakie zalety ma nasza praca i dziękujmy Panu Bogu za nią. Skoncentrujmy się tylko na zaletach. DZIEŃ VI - Dlaczego ludzie muszą umierać z głodu? Jeśli doszło do tego, że niektórzy spośród naszych ubogich musieli umrzeć z głodu, to nie stało się dlatego, że Bóg przestał się o nich troszczyć, lecz dlatego, że ani wy, ani ja nie daliśmy im miłości, nie byliśmy narzędziami miłości w Bożych rękach, które mogłyby dać potrzebny im chleb, potrzebne im ubrania. To my nie rozpoznaliśmy Chrystusa, kiedy przyszedł raz jeszcze, w ukryciu nieszczęścia. Nie rozpoznaliśmy Go w człowieku głodnym, w człowieku samotnym, w opuszczonym dziecku, które szuka domu... Cierpienie niektórych ludzi może zostać przypisane zachłanności innych ludzi ♥ Ofiaruj komuś kromkę chleba. Może zaproś kogoś na obiad. Podziel się swoim posiłkiem. Praca z miłością jest zawsze pracą w pokoju. Ilekroć dzielisz miłość z innymi, czujesz. że pokój ogarnia zarówno ciebie, jak i wszystkich, z którymi masz do czynienia. Tam, gdzie jest pokój, tam jest Bóg - w ten sposób Bóg wpływa na nasze życie, okazuje nam swą miłość i napełnia nasze serca radością i pokojem. Prowadź mnie od śmierci do życia Od Fałszu do prawdy Prowadź mnie od rozpaczy do nadziei Od lęku do prawdy Prowadź mnie od nienawiści do miłości Od wojny do pokoju Aby pokój zapanował w naszych sercach W naszym świecie i wszechświecie Pokój Pokój Pokój Ludzie Są nierozumni,
nielogiczni i samolubni, BĄDŹ SZLACHETNY I
SZCZERY, MIMO WSZYSTKO BUDUJ, MIMO WSZYSTKO (z napisu na ścianie Shishu Bhavan, przytułku dla dzieci w Kalkucie) DZIEŃ I - Uzdrowienie Wiele naszych domów rozsianych po świecie nosi nazwę albo Dar Miłości", albo Dar Pokoju", z powodu wdzięczności, jaką żywimy dla Boga za Jego łaski. Domy te składamy w ofierze biednym, pragniemy, by stały się dla nich miejscem, w którym znajdą oparcie. Jednak tylko Bóg może sprawić, aby nasza praca była w pełni skuteczna. Mówią na ten temat siostra Dolores i Brat Geoff: ..Każdy, kto przybywa do Nirmal Hriday, potrzebuje zarówno fizycznego, jak i duchowego uzdrowienia. Jesteśmy w stanie zapewnić opiekę, dodać otuchy i sił w sensie fizycznym, ale o duchowe uzdrowienie prosić musimy Boga. Tak więc, znając własne siły i słabości, zwracamy się do Boga, bo w każdym z nas tkwią zadawnione rany, a Bóg potrafi wszystko uleczyć. Jest to proste: jeśli zwrócimy się do Boga, otrzymamy to wewnętrzne, duchowe uzdrowienie, dzięki czemu nasze życie stanie się bardziej święte i sprawi Bogu większą radość". ♥ Odmów dziesiątkę różańca św. w intencji kogoś kto potrzebuje pomocy (uzdrowienia.) DZIEŃ II Uzdrowienie duchowe Kiedy motywem naszego działania, gdy udzielamy choremu pomocy fizycznej i troszczymy się o niego bez reszty, jest miłość, sprawi ona. że nastąpi również uzdrowienia duchowe. Udzielając pomocy fizycznej mamy na względzie chorobę - zastanawiamy się wtedy, jakie są potrzebne lekarstwa. Jest to logiczne i racjonalne. Sferę duchową trudno oceniać, pozostawiamy ją więc własnemu biegowi, ale im więcej miłości okażemy choremu, tym pewniej zaowocuje ona w sensie duchowym, a owoce tego wzbogacą i nas, i chorego. Lepiej jednak niczego nie oczekiwać. Pozwólmy Bogu działać wedle Jego woli - a wszystko wtedy ułoży się samo. Spotykam ludzi, którzy doświadczają wewnętrznej przemiany, po nich widać, że zaczynają być świadomi miłości, jaką Bóg ich otacza. Nie muszą tego wyrażać słowami, daje się to zauważyć po ich zachowaniu: spływa na nich spokój. Wiele upośledzonych ludzi postępuje w stosunku do siebie destrukcyjnie - tłuką głową o ścianę, rozrywają ubrania, niszczą materace - ale kiedy okazuje im się więcej uwagi, traktuje łagodnie, zmieniają się wyraźnie. Nigdy, oczywiście, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co naprawdę dzieje się w ich wnętrzu, ale mamy świadomość, że następuje w nich jakieś duchowe uzdrowienie". ♥ Poświęć dzisiaj konkretnej osobie (nie ignorując najbliższych) bezwarunkową uwagę. Niech będzie to czas na odkrycie czegoś nowego w niej (zainteresowania, obawy.) DZIEŃ III Uzdrowienie przez służbę Takie duchowe uzdrowienie zdarza się wielu ludziom, którymi się opiekujemy - jest to pokój Boży, który ogarnia zarówno uzdrowicieli, jak uzdrowionych. Jedna z wolontariuszek, Sara, pracujacą w naszym domu dla chorych na AIDS w Stanach Zjednoczonych, dzieli się swoimi obserwacjami na ten temat i jaki te doświadczenia wywarły wpływ na nią samą: Osoby, które przychodzą do tego domu, świadome, że czeka je śmierć, znajdują miejsce, w którym mogą doznać spokoju i odpoczynku. Jeśli pragną poznać Boga, pragnienie to mogą_ zaspokoić w sposób, jaki im odpowiada. I tak, na przykład, jedni wierzą w reinkarnację, inni nie wierzą. Odbywamy długie rozmowy o Bogu i życiu po śmierci, porównujemy nasze wyobrażenia o życiu doczesnym i przyszłym. Każdy, z kim się zetknęłam, głęboko wierzy w Boga. Bywa, że w chwilach zbliżającej się śmierci wyrażają chęć przejścia na wiarę sióstr i proszą o chrzest. nigdy jednak nie są do tego nakłaniani. Doszłam do wniosku, że pracując tutaj nabieram właściwego dystansu do wielu spraw w życiu, osiągam równowagę. Dotychczas uważałam. że w tak zwanym świecie realnym" znajduję się wtedy, kiedy jestem w biurze. Odkąd zaczęłam dobrowolnie pracować jeden dzień w tygodniu z misjonarkami miłości, zrozumiałam, że ó« świat realny" jest właśnie tutaj, nie tam. Dom ten bynajmniej nie jest wspaniały ani piękny, ale tutejsi chorzy to prawdziwe, żywe istoty ludzkie, które umierają po to, by się na nowo narodzić. Ludzie w moim środowisku niby też są istotami żywymi, ale tak naprawdę to oni wcale nie żyją. Dzięki pracy w domu dla chorych na AIDS zrozumiałam, co jest naprawdę ważne w życiu, i uświadomiłam sobie, że istnieje dalsze życie po śmierci. Większość znanych mi ludzi przechodzi przez życie i nawet przelotnie nie pomyśli o życiu przyszłym. Zrozumiałam też, że Bóg kocha wszystkich, jakie więc mam prawo, aby kogokolwiek osądzać? Moje życie, dzięki uczestnictwu w pracy misjonarek miłości, stało się głębsze, bogatsze, zapanowała w nim równowaga pomiędzy światem materialnym i duchowym. Odnalazłam pokój". Siostra Dolores opisuje swoje doznania Bożego pokoju, jakich doświadcza w pracy przy umierających: Większość ludzi, którzy zgłaszają się do naszych domów dla chorych na AIDS, pogrążona jest w rozpaczy. Zaznawszy jednak czułej opieki naszych sióstr i wolontariuszy odzyskują pokój w sercu. Ich przybycie do naszych domów to odnalezienie prawdziwego domu. Wielu spośród nich mówi: «Będzie to ostatnie miejsce mojego pobytu, ostatnie miejsce w moim życiu». Ja zawsze na to odpowiadam: «Nie, to jest przedostatnie miejsce. Stąd przeniesiecie się do prawdziwego domu, w którym czeka na was wasz Ojciec». I liczni spośród nich oczekują tego spotkania z Ojcem. Kiedy czuwam w ostatnich chwilach życia przy kimś, kto opuszcza ten świat spokojnie, uświadamiam sobie, że w jakimś momencie wszyscy musimy przez to przejść. Bardzo pragnę, abym i ja mogła odejść spokojnie i w tak piękny sposób. Wszyscy musimy wrócić do Boga - przybywamy od Niego i do Niego wracamy, a swoją obecnością przy umierających w ich ostatnich chwilach pomagamy samym sobie". Siostra Theresina wspomina mężczyznę, który odwiedził nasz dom w Londynie i potem napisał do niej: Po swoich odwiedzinach przysłał list, w którym wyznał, że znalazł u nas to, czego nigdy nie mógłby kupić ani znaleźć gdzie indziej - duchowy pokój. Doświadczył wielkiego bogactwa w życiu, ale wtedy właśnie doświadczał najmniej pokoju'. ♥ Okaż bezinteresowną pomoc komuś we własnym domu, nie z ociąganiem ale z miłością i zaangażowaniem. DZIEŃ IV Zapominając o sobie odnajdziesz siebie Mamy prawo do szczęścia i spokoju, w tym celu zostaliśmy stworzeni - urodziliśmy się po to, abyśmy byli szczęśliwi - jednakże prawdziwe szczęście i pokój możemy znaleźć tylko w miłości do Boga: miłując Boga zaznajemy radości i szczęścia. Są ludzie, którzy uważają, zwłaszcza na Zachodzie, że pieniądze czynią człowieka szczęśliwym. Uważam, że o wiele trudniej być szczęśliwym, kiedy jest się bogatym, ponieważ wtedy zbyt wiele spraw zaprząta głowę i przestaje się dostrzegać Boga. Jeśli jednak Bóg obdarował cię bogactwem, staraj się spożytkować je dla Boga - pomagaj ludziom, zwłaszcza biednym, zapewniaj miejsca pracy potrzebującym. Nie marnuj swojego bogactwa, ponieważ jedzenie, dom, godność, wolność, zdrowie i wykształcenie to także dary od Boga. Dlatego powinniśmy pomagać tym, którym się wiedzie gorzej. Jezus powiedział: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Dlatego snutek odczuwam tylko wtedy, jeśli postąpię niewłaściwie, jeśli zdarzy mi się sprawić przykrość Bogu z powodu egoizmu albo braku miłosierdzia. Kiedy sprawiamy przykrość biednemu albo sobie nawzajem, sprawiamy przykrość Bogu. ♥ Zrezygnuj z czegoś ważnego tylko dla Ciebie, aby obdarować tym czasem kogoś innego. Czy wiesz czego twoi najbliżsi oczekują od ciebie? DZIEŃ V Uczyń nas narzędziami pokoju Wystarczy być szczęśliwym choćby przez chwilę. Potrzebujemy tej chwili, nic więcej. Bądź szczęśliwy teraz, a jeśli swoim postępowaniem okażesz miłość innym, zwłaszcza tym, którzy są od ciebie biedniejsi, im także dasz chwilę szczęścia. Nie potrzeba wiele czynić - wystarczy uśmiech. O ileż byłoby lepiej na świecie, gdyby się każdy uśmiechał. A więc uśmiechajmy się, bądźmy pogodni, radujmy się Bożą miłością. A oto modlitwa pokoju, przypisywana świętemu Franciszkowi z Asyżu, którą odmawiamy codziennie. Przypomina nam, jak wszyscy możemy budować pokój w naszym życiu, oddając się innym z otwartym i czystym sercem: Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju, abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść; wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda; wiarę tam, gdzie panuje zwątpienie; nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz; światło tam, gdzie panuje mrok radość tam, gdzie panuje smutek ,Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać, nie tyte szukać zrozumienia, co rozumieć, nie
tyle szukać miłości, co kochać. ♥ Porozmawiaj z kimś, kto wydaje się szczególnie samotny (ekpedientka, sasiąd, znajomy). Nieważne jak długo, ważny jest osobisty kontakt i umiejętność aktywnego słuchania. DZIEŃ VI - Świadectwo Przytoczmy jeszcze słowa kilku naszych wolontariuszy, którzy znaleźli radość i pokój, pomagając innym: (Dave) Od kiedy zacząłem pracować tutaj, w Londynie, otrzymuję dużo więcej, niż sam daję. Moja praca jest dla mnie radością, nie płochą zabawą albo wesołą ucztą - radość to sprawa poważna. Może być, co prawda, traktowana lekko i przypadkowo, ale może też być radością głęboką i spokojną, jakiej doznają ojciec i matka, gdy rodzi się im dziecko, albo kiedy młodzi biorą ślub. Jestem szczęśliwy i cieszę się, że tutaj pracuję, ale traktuję tę pracę z powagą - bo wymaga ona powagi, choć nie budzi we mnie niepokoju. Teraz, kiedy pracuję dla dobra innych, czuję wewnętrzny spokój i odprężenie". (John) Praca w Kalighat zmieniła całe moje życie. Z początku myślałem, że będę tutaj tylko jeden dzień, ale kiedy już zacząłem, postanowiłem pracować codziennie przez miesiąc. Każdego popołudnia, gdy po zakończeniu moich zajęć odpoczywałem, czułem się jak w niebie. Nie mówię, jak czują się siostry wykonujące swą pracę codziennie, mówię o tym, czego ja doświadczyłem: innego spojrzenia na życie. Praca ta daje poczucie sensu, które wybiega poza sferę zwykłych uczuć - sam nie wiem, jak to określić, to po prostu spokój. Niewyobrażalny spokój ogarniał mnie każdego dnia". (Rupert) Dzięki możliwości pracy z misjonarkami miłości zyskałem poczucie pełnego człowieczeństwa. Nie ma lepszych i gorszych ludzi - nauczyłem się traktować każdą sytuację i wszelkie związane z nią ograniczenia w sposób humanitarny. Im więcej człowiek daje, tym więcej otrzymuje. Przez cały czas dając, kochając i udzielając pomocy - więcej dajesz światu, niż sądzisz. Bo nam się wydaje, że nasz czyn jest taki niewielki. A jest to jakby łączenie się z sercem świata". ♥ Pomóż komuś, kto jest w potrzebie. Może to być współmałżonek, domownik, ktoś w pracy, lub ktoś w ogóle nie znany. Wybór tekstów i materiałów został dokonany przez Ks. Jacka Stryczka. Renata i Jacek Sosin dodali sugerowane ćwiczenia. Zredagował Grzegorz Szeszko.
|
|
|
|